„Wczoraj Kobieta Była w Niebie” – Gazeta Oławska

Mariusz Wiśniewski: – Kiedyś lekarz przysłał do mnie pacjenta po zawale serca. Mężczyzna miał 50 lat i był głazem. Po prostu głazem. Bez serca, umiejętności odczuwania, bez niczego. Po kilku seansach psychoterapii powiedziałem do niego: „Niech pan zobaczy, musiał pan mieć zawał serca, żeby poczuć serce.”

– To właśnie robicie na warsztatach tantry? Zmieniacie głazy w ludzi?

Gaya Wiśniewska: – Pracując nad oddechem, ciałem i emocjami staramy się doprowadzić do rozpuszczenia rozmaitych blokad w ciele. Stresy, które napotykamy od wczesnego dzieciństwa, blokują całe grupy mięśni, wskutek czego energia przestaje swobodnie płynąć. Na zajęciach uczymy, jak pozbyć się tych blokad i wrócić do naturalnego przepływu energii.

MW: – Drugim zadaniem, jakie sobie stawiamy, jest praca nad relacją z partnerem. Dlaczego para się nie dogaduje? Kiedyś się kochali, a teraz nie mogą na siebie patrzeć. Co jest tego przyczyną? Jak odbudować ich relacje?

Tantra uczy, że przez spotkanie mężczyzny i kobiety, otwartą i świadomą seksualność, umiejętność wyrażania się, akceptacji siebie i partnera – jesteśmy w stanie stworzyć przestrzeń dla nowych relacji. W tantrze, jaką proponujemy, jest 5% seksualności. Reszta to przyjmowanie wszystkiego, co przychodzi – emocji, napięć, blokad w ciele. Na naszych zajęciach wykorzystujemy różne metody psychoterapii – Gestalt, integrację posturalną, rebirthing, pracę z mitami i bajkami, różne formy relaksu, masaż, taniec, ruch spontaniczny, teatr.

GW: – Tantra jest tkaniem nowej relacji, nowej rodziny. Jakie relacje rodzinne znamy z doświadczenia? Zdarza się, że mąż idzie do pracy, po pracy wraca do domu, zmęczony siada przed telewizorem, komputerem lub pije piwo. Kobieta jest niezadowolona i krzyczy na dzieci. Dużą rolę w tym procesie odgrywa seksualność. Warto ją przetransformować w seksualność tantryczną, związaną z sercem i zjednoczeniem dusz. Chodzi o stan, w którym mogę powiedzieć do mojego mężczyzny: „widzę cię”. Żeby to osiągnąć, trzeba wyjść poza seksualność zwykłą, jaką znamy. Bo ona nie polega tylko na penetracji – ale na bliskości i intymności. W tantrze mówimy o relacjach seksualnych jako zjednoczeniu na poziomie wszystkich czakr.

– Czakra to termin pochodzący z tantry?

MW: – Czakry znajdzie pan w każdej filozofii wschodniej, chodzi o centra energetyczne.

– Ile takich ognisk ma ludzki organizm?

MW: – Zależy od filozofii. My mówimy o siedmiu, a buddyści uważają, że jest ich pięć.

– To przejdźmy te siedem czakr. Mówiła pani o najniższej…

GW: Pierwsza czakra odpowiada za pierwotną stronę naszej osobowości. Narodziliśmy się na ziemi, jesteśmy połączeni z drzewami, z naturą, o czym zapomnieliśmy. Jest też powiązana z bazą materialną, z pieniędzmi. Jeśli tu są blokady, to energia – pieniądze – nie płyną tak, jak trzeba. Albo ich jest za mało, albo za dużo.

MW: – Jest to też dzika, pierwotna seksualność. Mężczyzna rzuca się na kobietę, ona krzyczy, ma ochotę na niego.

– Ta czakra znajduje się w genitaliach?

GW: – My przyjęliśmy, że znajduje się w biodrach, organach seksualnych, to także nogi, stopy, nasz kontakt z ziemią.

– OK. Drugi poziom?

GW: – Dół brzucha. Tam, gdzie kobiety często odczuwają bóle. Mają problemy z menstruacją, ze wzdęciami. Sprawdzamy, co za tym stoi. Dlaczego boli cię brzuch? Kobiety zbierają bardzo wiele uczuć. One cały czas żyją emocjami.

MW: – Ta czakra jest związana z naszymi relacjami międzyludzkimi. Jest to miejsce, w którym mamy bliznę po matce, pępek. Przez całe życie jesteśmy związani z matką i ojcem.

– Trójka?

GW: – To jest czakra siły, rozwinięta u mężczyzn. Czakry układają się naprzemiennie – raz męska, raz żeńska. Mężczyzna ma seks, pierwszą czakrą przekazuje swojej partnerce energię. Kobieta ma wielką komnatę, w której jest pustka – on ją rozgrzewa. W drugiej czakrze kobieta dzieli się intuicją, uczuciami i światem emocjonalnym z mężczyzną. W trzeciej – do głosu powraca mężczyzna. Działa, tworzy, buduje domy.

– Gdzie ta czakra się znajduje?

GW: – Na poziomie splotu słonecznego.

– Czwarta będzie żeńska…

GW: – Tak, to serce. Kobieta kocha bezwarunkowo – męża, dziecko… Nawet jeśli się złości, to kiedy jej minie, dalej kocha. Mężczyzna umie działać, ale prawdziwej miłości może nauczyć się od kobiety. Ostatnio doszłam do tego, że słowo „nienawidzę” kryje w sobie piękne znaczenie. „Przestaję widzieć” i w tym momencie moje serce się zamyka.

– To ciekawe.

GW: – Dla mnie było to niesamowite odkrycie.

– Piątka?

GW: – To czakra gardła. Wyraża.

MW: – „Ja jestem, mam coś do powiedzenia”.

GW: – Mężczyźni są często mówcami, dziennikarzami…

MW: – To jest nasza kreacja. Ktoś kto ma rozwiniętą czakrę gardła, mówi głośno i wyraźnie.

– Kolejna czakra?

GW: – Trzecie oko, jak ją nazywamy. Znajduje się na czole, troszkę powyżej, pomiędzy oczami. To czakra wizji. Widzenia paranormalnego, ponad logicznym światem. Widzi się rzeczy niewidzialne. Odbiera się świat synchronicznie. To jest czakra kobieca, silnie połączona z emocjami drugiej czakry. Kiedy kobiety mają rozwinięte te dwie czakry, one widzą, czują, od razu wiedzą.

– Siódemka?  

MW: – Siódemka to tak zwana korona. Łączy nas ze wszechświatem, Bogiem czy Boginią – my używamy tych dwóch określeń.

– Ona jest powyżej głowy? Taka chrześcijańska aureola?

MW: – Tak. Kiedy się otwiera, odczuwamy coś niesamowitego.

– Powróćmy do relacji damsko-męskich, te dwie energie przechodzą całą skalę?

GW: – Jak najbardziej. Wieczorem, gdy kładziemy się spać, układamy się w łódeczkę, przytulamy i łączymy czakrami. Pierwsze, co robimy po przebudzeniu, to łączymy się. I nie daj Boże, nie pocałować kobiety o poranku!

– To spodoba się czytelniczkom…

GW: – Ale nic od niej nie chcąc!

– To trochę mniej czytelnikom.     

GW: – Nic więcej. Dopiero jak będzie gotowa i poczujemy, że pierwsza czakra jest napełniona, dopiero wtedy. To taki dystans do seksualności, nie brać od razu kobiety.

– No dobrze, nasłuchałem się, jakie to emocjonalne są kobiety, a faceci jacy chętni do działania, i myślę sobie, że jesteście strasznie staroświeccy! Zupełnie nie po drodze z ideologią emancypacji, równości i zamazywaniem różnic między płciami…

MW: – Kiedy mówimy „mężczyzna i kobieta” to są tylko określenia. Mężczyzna może mieć w sobie kobiecość, a kobieta być świetnym szefem firmy. Przyjeżdżają do nas kobiety, które kierują dużymi firmami, faceci od nich poodchodzili, bo są tak męskie. Przyjeżdżają, żeby nauczyć się świata uczuć.

– To przejdźmy do aspektu szamańskiego w waszych warsztatach. Co on oznacza?

MW: – Jest cykl ludzkiego życia, który wyznaczają narodziny i śmierć. Na warsztatach szamańskich pozwalamy ludziom skontaktować się ze wszystkimi kolejnymi etapami, od narodzin aż do śmierci. Na przykład spotkanie cienia.

– Co to znaczy spotkanie cienia?

MW: – W każdym z nas mieszkają dwie istoty. Jedna jest dobra, bardzo sympatyczna  i miła, a druga wymordowałaby pół świata. To jest światło i cień. W religii nazywa się to diabłem i aniołem. Jest istota, która mówi „Zajdziesz daleko wszystko ci się uda” i jest taka, która mówi „Jesteś do niczego, jesteś nikim”.

– Jak techniki szamańskie prowadzą mnie ku moim narodzinom a także ku mojej śmierci?

MW – Mamy program „Wewnętrzne dziecko”, kiedy ludzie poprzez specjalne ćwiczenia mają okazję narodzić się jeszcze raz, a nawet dojść do momentu, kiedy ich rodzice się spotkali i nastąpiło zapłodnienie. Mamy to zakodowane w komórkach, ludzie odkrywają wtedy niesamowite rzeczy.

– Nie spotkał się pan w tym momencie z krytyką racjonalistów, że opowiada pan bujdy? Jak człowiek może przenieść się do chwili narodzin czy zapłodnienia?

MW: – Do nas nie przychodzą racjonaliści. Uczestnicy naszych warsztatów praktykują te ćwiczenia i odczuwają rzeczy, o których mówiłem. Szamanizm oparty jest na odczuwaniu, a nie na racjonalizmie człowieka współczesnej cywilizacji.

– Czy spotkanie ze swoją śmiercią ma także aspekt oglądania przyszłości?

GW: – Coś takiego może się przydarzyć, pojawiają się różne wizje.

MW: – Madziu, powiedz, jesteś na świeżo po rytuale śmierci i odrodzenia…

Magdalena Dominiak: – To kontakt ze strachem przed śmiercią i uświadomienie sobie, że moje życie jest piękne, ile jeszcze rzeczy mogę zrobić!

MW: – Proces polega na tym, że przez kilka dni ludzie przygotowują się do swojej śmierci, dzień po dniu. Przygotowują testamenty, żegnają się z rodzinami. Wprowadzamy ludzi w stan „odchodzę”.

– Pani Magdo, jakie pani miała wizje?

MD: – Piękne, wędrowałam w innych światach, w innej przestrzeni. Bo ja na tantrze znalazłam się, żeby poznać mężczyznę.

– Nie lepiej wejść na portal randkowy?

MD: – Byłam i nic to nie dało. Dla mnie to był taki krok, że otworzyłam się cała, żeby przyjąć mężczyznę. I miałam wizję spotkania z nim.

– Co to ma wspólnego ze śmiercią?

MD: – Świadomość śmierci pozwoliła mi zobaczyć piękno życia i dzielenia tego życia z kimś innym. Śmierć nie musi być straszna, śmierć może być piękna. Ja miałam piękną śmierć, tak jak pragnę mieć piękne życie i dzielić je z partnerem.

MW: – To cały program. Pewnego dnia mówię: „To wasz ostatni dzień”. Co godzinę rozbrzmiewa gong. Zostało wam jeszcze pięć godzin, cztery, trzy, jedna…

– Co dzieje się w punkcie zero?

MW: – Ludzie przestają oddychać i zaczynają się pojawiać wizje.

 – Pan chyba żartuje, to ja jestem od żartowania.

MW: – W pewnym momencie mówię „Zatrzymaj się. Ostatni oddech, stop.” To trwa oczywiście kilka sekund.

GW: – Wtedy pojawiają się wizje, ludzie są w najgłębszym procesie. Na tym polega szamaństwo, szaman wprowadza ich w wędrówkę i może skontaktować z wewnętrznym światem.

– Mówiliście dużo o seksualności. Wrócę do tego, bo seks tantryczny zrobił prawdziwą karierę w kulturze masowej. Czym on się wyróżnia?

GW: – Seksualność tantryczna związana jest z sercem i zjednoczeniem dusz. To stan pełnej otwartości i bliskości. Tego uczymy na naszych zajęciach. Poprzez pracę psychoterapeutyczną uwalniamy się od lęków i projekcji, które nas blokują.

– Najbardziej obiegowe opinie o seksie tantrycznym mówią, że jest to akt długi i bez ejakulacji u mężczyzny.

MW: – Tak jest najlepiej.

GW: – To jest spotkanie energetyczne na wielu płaszczyznach. Nagle przestajesz istnieć, potem spotykacie się na poziomie serca, potem znowu gdzie indziej.

– To, co pani mówi, nie jest na poziomie teoretycznym, pani naprawdę to przeżywa?   

GW: – Ależ tak! Tu wszyscy to przeżywają! To są warsztaty drugiego stopnia.

MW: – Wczoraj kobieta była w niebie!

– Pan Mariusz rozkłada mnie na łopatki, mam już rozpoczęcie tekstu: „Wczoraj kobieta była w niebie!”. Kto tego nie będzie chciał przeczytać? Ile czasu zajęła wam nauka seksu tantrycznego?

GW: – Ten proces trwa cały czas, od kiedy się poznaliśmy 11 lat temu. Nie ma czegoś takiego jak dojście do punktu docelowego. Kiedy osiągnie się jakiś punkt, otwierają się następne bramy i przechodzi się przez kolejny etap.

– No i co, udaje się wam tak przez 11 lat być w progresie?

GW: – Cały czas jesteśmy w progresie, coraz bardziej.

 – Są jakieś kryteria oceny, kiedy seks jest tantryczny?

MW: – Kiedy spotykam się z drugą osobą i zaczynam ją odczuwać w całości.

– A nie wtedy, kiedy seks trwa trzy godziny, a mężczyzna nie ma ejakulacji?

GW: – To też. Ale to, co jest najważniejsze w seksie tantrycznym, to taki stan otwarcia, że dotyka pan do czyjegoś palca i pod wpływem takiego dotknięcia ciało zaczyna wchodzić w orgazm. Kobiety mają z tym dużo większą łatwość od mężczyzn, jest to dla nich naturalne. Przy pierwszym spotkaniu z takim otwarciem momentalnie pojawia się strach…

MW: – A może to diabeł, może to demon?

– No właśnie – ale macie otwarte trzecie oko! Następne pytanie miało być o demonie… Pytałem o krytykę z pozycji racjonalistycznych, ale czy spotkaliście się z krytyką Kościoła katolickiego, że praktyki, które stosujecie torują drogę siłom demonicznym?

MW: – Tylko w Polsce. Dla Kościoła w Polsce reiki jest siłą demona, homeopatia, medycyna chińska….

GW: – Wiemy, bo nasze mamy słuchają Radia Maryja.

– Wasze mamy słuchają Radia Maryja?! No to macie w rodzinie prawdziwy pluralizm światopoglądowy. A wy w jaki sposób oceniacie wychowanie katolickie? Jednoznacznie negatywnie, czy dostrzegacie tam zasoby, z których możecie czerpać?

GW: – Tam są bardzo duże zasoby. Korzystamy z nich, to też są nasze korzenie. Jeździmy po różnych kościółkach we Francji, gdzie są figurki Matki Boskiej i bardzo mocno odczuwamy ich świętość.

– Czyli potwierdzacie to, o czym się czasem mówi, że kościół jest „obmodlony”. A co negatywnego dostrzegacie w katolicyzmie?

MW: – Stosunek do seksualności i celibat. Hipokryzja religii, że seks jest zły, nieczysty itd.

– Ale Kościół afirmuje seksualność małżeńską.

GW: – My też. Nawet szczycimy się tym, że pary, które do nas przychodzą, nie rozstają się.

– Nie podoba wam się celibat. A nie dostrzegacie osób na pewno bardzo rozwiniętych duchowo, mistyków, którzy żyli w celibacie? Nie uważacie, że pozostawanie w celibacie może służyć duchowemu rozwojowi?

GW: – Tego nie wiem. Nie jestem ekspertem.

MW: – Seksualność jest wszędzie, myślę więc, że duchowa istota w ekstazie niewiele się różni od tantryków przezywających ekstazę.

– To uspokójcie moje obawy, że nie działają tu żadne podejrzane siły i powiedzcie, czy nie mieliście takich przypadków, że zamiast się polepszyć pacjentowi, to mu się, cholera, pogorszyło. 

GW: – Jesteśmy psychoterapeutami, to jest część procesu, bo człowiek musi się spotkać z własnym cieniem – tak to potraktujmy.

MW: – Jeżeli przyjeżdża do nas osoba niestabilna psychicznie (jak do tej pory zdarzyło się to tylko raz w całej naszej praktyce), my jej nie znamy, obserwujemy ją i po kilu dniach widzimy, że zaczyna się zachowywać w sposób dziwaczny, to dziękujemy takiej osobie. W praktyce takie osoby nie przyjeżdżają, tantra jest dla osób zdrowych psychicznie.

GW: – Czasami zdarzają się osoby, które mają bardzo mocną projekcję na nas, jako na ojca i matkę. Nie potrafią rozstać się z rodzicami, buntują się. Ale to jest naturalne, dzieci buntują się, by stworzyć własny świat

– Wrócicie do Winnej Góry?

GW: – Program jest zaplanowany do września, będziemy tu wracać co miesiąc. Winna Górka bardzo nam się spodobała. Las magiczny, niesamowite wibracje, ogromna liczba przepięknych drzew, mikroprzestrzeni, po prostu cudowne miejsce!

Rozmowę prowadził Xawery Piśniak, Gazeta Oławska

Artykuł w Gazecie