Anna, „Szamańska Tantra” warsztat tantryczno-szamański, marzec 2019

Jadę pociągiem życia, mkniemy szybko. Widzę nazwę stacji ‚Korzeń’, przymykam na chwilę oczy, a kiedy je otwieram, widzę małą dziewczynkę (to ja kiedyś taka byłam!) i jej rodziców. Widzę moją mamę i mojego tatę, z całym ich kolorytem, ludzi z charakterem, bo tacy właśnie są. Przyglądam się im z zaciekawieniem, przemykają mi przed oczami różne sytuacje z dzieciństwa, czuję radość, czuję złość, strach, ekscytację… Widzę też siebie taką, jaka jestem dzisiaj, uśmiecham się.

Przymykam na chwilę oczy i nagle jestem w lesie… Siedzę w sporej jamie wydrążonej w ziemi, dotykam ziemi wokół mnie, dotykam korzeni drzew i roślin, czuję zapach gleby, czuję w sobie taką ekscytację i jakąś taką spokojną siłę. Wychodzę z tej jamy i (z zamkniętymi oczami), na czterech łapach, jak zwierz, wspinam się po zboczu. Czuję się bezpieczna w moim ciele, świetnie czuję ziemię pod moimi stopami i rękami, ziemia jest moją opoką, wspinam się. Zatrzymuję się i już na dwóch nogach schodzę na dół, w mocnym połączeniem z ziemią. Słyszę głosy przyjaciół, pełne radości, chyba cieszą się z mojego ukorzenienia 

I znowu przymykam oczy i kiedy je otwieram, siada naprzeciwko mnie kobieta i mówi ‚jestem Twoim korzeniem’. Rozmawiamy i nie mogę się na nią napatrzeć, jestem zaskoczona i zachwycona jednocześnie. Jest wulkanem energii, bardzo ekspresyjna, krzyczy, śmieje się, płacze, znowu się śmieje – nawet jak siedzi, to tańczy całym ciałem. I jest w niej taki spokój, i taka siła. Siadam sobie na jej miejscu i czuję, jak to jest być moim korzeniem. Niesamowite!

Biorę te wszystkie doświadczenia ze sobą, już są we mnie, moje ciało je pamięta. Odtąd łączę się z nimi ciągle i ciągle.

Przymykam znowu na sekundkę oczy, znowu jestem w pociągu, a kiedy otwieram oczy, miga mi stacja ‚Kobiecość’. Spotykam kilku ludzi, patrzymy na siebie. Widzę i czuję wyraźnie, że naprzeciw mnie jest kobieta, z całą jej kobiecością. A potem druga kobieta, zupełnie inna, z pełnią swojej kobiecości. A potem mężczyzna, czuję to inaczej niż kiedyś. Uświadamiam sobie, że w moim życiu, kiedy kogoś spotykałam, traktowałam go przede wszystkim jak człowieka. A teraz bardzo mocno czuję, że to mężczyzna, że to kobieta i to wszystko zmienia. Czuję taki nowy dla mnie szacunek do kobiety i taki respekt do mężczyzny i wdzięczność, że jest właśnie mężczyzną. Kiedy patrzę na nich, czuję się przez chwilę zamknięta, lecz nagle jakby rzeka przerwała tamę wewnątrz mnie, coś puszcza i widzę ich takimi, jakimi są naprawdę i ja już niczego nie udaję, jestem sobą, taka jaka jestem, w mojej kobiecej naturze. Czuję w ciele oddech mojej duszy, a przez oczy mojego partnera otwiera się dla mnie jego dusza.

Nagle znowu jestem w lesie i odkrywam swoją kobiecość. Moją pracowitość, lenistwo, moją nadwrażliwość i moją siłę, moją bezwzględność i moją empatię, delikatność, wrażliwość, intuicję, w moim ciele odzywa się moja kobieta, w wielu odsłonach, zmienna. Zaczynam odczuwać wdzięczność i szacunek do kobiety we mnie, do siebie. Przypominam sobie moje korzenie, czuję je cały czas. Ta chwila jest długa i dużo się śmieję, i czuję moje ciało, i jestem wdzięczna, że to ciało kobiety, że mam seksualność kobiety i że jestem taka właśnie kobieca.

Znów przymykam na chwileńkę oczy, jestem w pociągu życia, a kiedy je otwieram, miga mi tabliczka z napisem ‚Męskość’. Przypominają mi się spotkania z chłopcami i mężczyznami z całego mojego życia. Moja pierwsza miłość do chłopca, miałam wtedy 8 lat, i kiedy się zakochałam pierwszy raz w życiu, wybuchł we mnie wodospad łez szczęścia i wzruszenia i czegoś niewinnego i czystego i pięknego, co nie wiem, jak nazwać. Moi partnerzy w tańcu w zespole ludowym, chłopcy, i wspomnienie, jak razem tańczymy i jak się spieramy, bo obracając mnie ‚wyrywają’ mi ręce i jak próbuję się z nimi dogadać, i jak mi to trochę nie wychodzi i jak mimo to super fajnie się z nimi tańczy. Spotykam swoich kolegów z czasów szkoły, potem mężczyzn z czasów dorosłości. Wszystkie te momenty i spotkania odczuwam mocno w moim ciele. Teraz już są ze mną na zawsze i to jest takie drogocenne. Deszcz wdzięczności minionych doświadczeń spada na moje stopy i odżywia moje korzenie, i cały czas jest ze mną siła moich korzeni.

Znowu siedzę w pociągu, przymykam oczy i otwieram je na następnej stacji. Nadal mocno czuję moje korzenie. Kobiecość i męskość się spotkały, pojednały i połączyły. I co dalej? Spotykam się z moim człowieczeństwem, czuję mocno moje serce, czuję siły modlitwy, otwieram się na to, co zwyczajne i ziemskie, i na to, co nienazwane. Idę do lasu i słyszę: „Ufaj, miej zaufanie, daj się poprowadzić. Dawaj z serca, posyłaj dalej wszystko, co dostajesz. Módl się, i pamiętaj, to wszystko to przygoda!” Słyszę też pytanie „Czy idziesz dalej?” i przychodzi do mnie odpowiedź, że to czyny są odpowiedzią.
I idę dalej!

Kiedy spotykamy się wszyscy i siadamy w kręgu wokół drzewa, znowu mocno czuję swoje ciało, czuję wyraźnie glebę, na której siedzę i niebo, które jest nad nami. Czuję zapachy, obecność zwierząt, bębnienie z głębi Ziemi. Wszystko to spotyka się we mnie, łączy się w nas wszystkich.

Kiedy znowu siedzę w pociągu, przymykam i otwieram oczy, i nagle w dłoniach znajduję drzewo życia, drzewo mojego życia, które dostałam w prezencie. Mam oczy mokre ze wzruszenia i buzię pełną śmiechu, a wokół mnie są inni ludzie, kobiety i mężczyźni i wszyscy mają przed sobą drzewa swojego życia i widzę ich łzy wzruszenia i ich radość, trochę niedowierzania i dużo wdzięczności. Patrzę na wszystkich i czuję, jakby rdzeń ich duszy był widoczny jak na dłoni. Czuję świętość tego spotkania.

Razem z naszymi drzewami życia jedziemy dalej w podróż życia. <3