Maria Czubrynska Niesamowite Spotkanie.

mariaMaria Czubrynska „Ciocia Marysia” jak pieszczotliwie nazywałem ja. Była jedna z tych postaci które miałem szczęście spotkać na Mojej drodze życia.
Które miały wielki wpływ na Moj rozwój duchowy,  i w konsekwencji  na to to co robię dzisiaj.
Córka  Antoniego Czubryńskiego, przedwojennego astralisty Antoni Czubrynski https://pl.wikipedia.org  i Maria ze Steinmasslów uczyła w gimnazjum biologii.  Jej zainteresowania obejmowały okultyzm, chiromancje, grafologie, medialność, a także studiowała kabale i wierzenia azjatyckie.

To Ona jako pierwsza pokazała i dala mi poczuć ,  ze istnieje inny świat ten którego istnienie przeczuwałem a który niewidoczny jest dla oka.  Maria była dla mnie istota z innego świata,świata baśni świata mojego dzieciństwa. A jednocześnie w pełni ukorzeniona w codziennym realnym świecie. Pamiętam Nasze pierwsze spotkanie spojrzała na mnie przez kilka sekund i zaczęła mówić o mnie rzeczy które wiedziałem tylko Ja sam. Poprzez karty Tarota przekazywała Mi moja przyszłość i przeszłość. To ona powiedziała mi o tym ze kiedyś rozwinę karierę aktorska założę swoja trupę teatralna  i zostanę reżyserem.Powiedziała mi o tym ze opuszczę Polskę .Dzisiaj  zadaje sobie pytanie na ile delikatnie pokierowała mnie tam gdzie ciągnęła Moja dusza. Nasze spotkania rozmowy zawsze wypełnione były jak zrozumiałem po latach,naukami o tym co dzisiaj po latach doświadczenie staram się przekazywać na Naszych warsztatach..  Darzyłem ja wielkim uczuciem przyjaźni i miłości, zawsze wspierającą rada i czynem.Pamiętam jak pewnego dnia pojawił się jej obraz i poczułem ze Mnie wzywa do siebie,okazało się ze była w śmierci klinicznej. Kiedy opuszczałem Polskę na pożegnanie ściągnęła z palca piękny zloty pierścień z topazem i powiedziała ze jest zaczarowany,za każdym razem kiedy zapragniesz czegoś ,przekręć go na palcu a się spełni.Dla zwykłego śmiertelnika sa to bajki,dla mnie zawsze była to cześć prawdy wszechświata.Pierścień pewnego dnia uratował mi życie.To Maria na jednym z naszych spotkań w prost sposób powiedziała mi czym jest droga człowieka.”Zycie jest jak droga np w mieście przy niej sa sklepy parki itd,ty kiedy ta droga wędrujesz możesz zaglądnąć do nie których , możesz coś kupić,możesz w nich pracować,oglądać tylko wystawy,ukraść… Ty wybierasz co zrobisz ale droga jest zawsze taka sama”W prostych słowach przekazywała Mi mądrość którą nosze dziś w sobie. Pragnę podzielić się  z Wami opowieścią o tej pięknej istocie która miała tak wielki wpływ na życie moje i tak wielu innych ludzi.

Pozwoliłem sobie przytoczy teksty na temat Mari :
Astrolog – kim jest? http://esandeckapultowicz.pl/astrolog-kim-jest/
„Bardzo często wspomina pan Marie Czubrynska. Czy odegrała w pana życiu jakaś znacząca role?

– Tak. Odejść od reżyserii w kierunku astrologii było pewnego rodzaju szokiem. To ona utwierdziła mnie, ze warto się tym zajac.  Rozmawialiśmy bardzo dużo.

Byla moja mistrzynią.

Znam jej system kart. Nosze się właśnie z zamiarem wydania książki na temat tarota. Miala widzenie obrazków kart tarota. Sa to, niestety, niedokończone tematy. Po jej śmierci, z odległości minionych lat, zauważyłem coś ciekawego. Nie powiedziała mi nic, ponad to, o co ja zapytałem.

Odpowiadała wyłącznie na te pytania, które jej zadałem. Przypominam sobie dzis, jakie byly nieporęczne. Wówczas nie wiedziałem, jak je formułować.

Byla wyjątkowa osoba…
Jak pan do niej trafił?

 

– W momencie, gdy ktos nie wie, co zrobic, szuka wsparcia. Slyszalem o niej. Zapisy dokonywane byly raz w roku i tylez niemalze czekalo sie na spotkanie.

Duzo jej zawdzieczam. Z czasem spotkania przerodzily sie w wielka przyjazn.

Bylem byc moze najblizej w momencie jej smierci. Choc przewijalo sie u niej setki, tysiace osób, nie wszyscy jej placili, a ona nie zadala pieniedzy. Umarla wlasciwie w biedzie. Przewidywala zreszta swoja smierc. Przeczuwala… ”

Marta Gluszek  Magiczny Kraków
http://www.up.krakow.pl/

 

„Natomiast przy ulicy Krakowskiej mieszkała przez dziesięciolecie wróżka – chociaż bardziej odpowiednie wydaje się określenie „jasnowidza”

– Maria Czubrynska, której uczniem jest znany astrolog krakowski Andrzej Jamróz. Byla córka Antoniego Czubrynskiego, przedwojennego astralisty, autora publikacji związanych z ta tematyka. Okazało sie, ze Maria to osoba o niezwykłych zdolnościach – po raz pierwszy dały one o sobie znać,gdy miała siedem lat.
Wiele lat później opowiadała o tej chwili przyjaciołom – mówiła, ze poszła z ojcem do kościoła,

spojrzała na stojąco przed nią kobietę i nagle ujrzała cale życie tej osoby, od urodzenia po śmierć.

Ta niezwykła przenikliwość cechowała ja przez cale zycie. – Tak naprawdę karty wcale nie były jej potrzebne – mówi pani Pelagia, przyjaciółka i sąsiadka Czubrynskiej. – Maria i bez nich widziała zawsze, z jakim problemem sie do niej przyszło.

Do drzwi Marii Czubrynskiej ciągnęły tłumy. Sąsiedzi pamiętają, ze ludzie koczowali na wszystkich trzech pietrach kamienicy nieraz do późnej nocy.

Potrafila opisac zycie czlowieka od urodzenia az do smierci, mówila o chorobach, grozacych niebezpieczenstwach, wskazywala miejsce pobytu zaginionej osoby lub przedmiotu. Odmawiala tylko wywolywania duchów – jako katoliczka uwazala to za grzech. Sasiadka, pani Pelagia, wspomina ja jako kobiete spokojna, madra, po prostu czlowieka o dobrym sercu. Maria Czubrynska – jak na wrózke przystalo – slynela ponadto ze swej slabosci do kotów.

 

Wrózka z ulicy Krakowskiej nie zyje od kilku lat. Zostala pochowana na cmentarzu Rakowicki. W pogrzebie uczestniczyly tlumy.

 

 

http://cieckiewicz.pl/

„Uzdrowienia? Nie mój resort

Zwierzenia najstarszej krakowskiej wrózki

 

Jest ostatnia instacja: szansa i nadzieja na odwrócenie nieuchronnych wyroków losu; remedium na obcosc swiata, odtrutka na beznadziejnosc i depresje.

Samotni odnajduja w niej powiernika, madrego madroscia zyciowa kilku pokolen, zagubieni — zyczliwego kibica, cierpiacy — gwaranta lepszej przyszlosci.

Do wrózki zapisuja sie jak do slynnego lekarza, na szesc miesiecy wczesniej. Potem, juz jako „stali pacjenci” przychodza o kazdej porze dnia i nocy.

Swym zapalem, wiara, entuzjazmem, tworza legende — barwna, niezwykla opowiesc, majaca bez mala pólwieczna historie.

Legenda dziala jak magnes. Przyciaga do salonu jasnowidzacej: przedstawicieli wszystkich wyznan, profesji, przekonan i pokolen.

Legenda wykracza poza Polske, poza Europe, zamyka sie bilansem 10 tysiecy porad rocznie.

Fenomen Marii.

Wielokrotnie badany przez psychologów i lekarzy. Co w niej tkwi? Genialna intuicja? Zdolnosci uzdrowicielskie i prorocze?

— Pewien francuski psychiatra nazwał ja jasnowidząca psychoterapeutka — opowiadał mi lekarz z Akademii Medycznej. — Nie bez racji.

Ona w trudny do pojecia ale bardzo ludzki sposób przywraca innym wiare, cel, dazenie — a to jest przeciez najwazniejsze…

Tak. Wrózka — postac z bajek i staromodnych prasowych ogloszen, wysmiana przez racjonalny swiat, oblozona jak klatwa zabobonem, okazuje sie ponadczasowa i uniwersalna w zaspakajaniu ludzkich potrzeb. Wygrywa — o ironio — z kazdym uczonym psychologiem jest autorytetem,

slawa, czasem pocieszycielem, a czasem kierownikiem losu, panaceum na samotnosc bezradnosc, poczucie zagrozenia, lek, alienacje — produkty wspólczesnosci.

Zanim rozpocznie sie seans

 

Drewniana galeryjka prowadzi do bialych, przeszklonych drzwi bez klamki. Trzeba dzwonic trzy razy — „sygnalowo” — taka jest umowa. Naciskam guzik. Po chwili firanka porusza sie — w oknie staje drobna, filigranowa kobieta o pergaminowej twarzy.

 

Wlasciwie tak sobie ja wyobrazalem: cala w obraczkach, broszach, naszyjnikach, w staroswieckim choc eleganckim ubraniu.

— Prosze laskawie wejsc do poczekalni… To „prosze laskawie”, jakze dzis rzadkie, krakowskie, wprowadza nastrój domu rodem z odleglej epoki.

Korytarz tonie w pólmroku. Z wnetrza wylaniaja sie ksztalty mebli: foteli, stolów, krzesel, stloczonych obok siebie bez wyraznego powodu i planu.

Pomiedzy nimi buszuje kilkanascie kotów. Koty dzialaja ponoc na intuicje, ulatwiaja kontakt z zaswiatami..
— Prosze dalej. Teraz dopiero dostrzegam kilka sylwetek siedzacych za szafa. To stali klienci,

a jeszcze lepiej „pacjenci” Marii czekaja na swoja porcje wieszczbiarskiego transu. Rozmawiaja oczywiście o blogoslawienstach plynacych z seansu.

— Podczas pierwszej wizyty przeżyłam szok — mówi starsza pani głosem pełnym wigoru. — Zobaczyłam niezwykły film: swoja przeszłość i przyszłość.

Później przepowiednie wróżki zaczęły się sprawdzać w nieprawdopodobny sposób. Zupełnie tak, jakby zaczęła manipulować moim życiem.

Przewidziała na przykład ciężką chorobę męża, określiła jej przebieg, charakter, najskuteczniejsze metody leczenia…

Młoda, ładna dziewczyna siedząca w kacie, została ponoć ostrzeżona przed wampirem — morderca kobiet.
— Kiedy wracałam wieczorem do domu zobaczyłam mężczyznę w wielkim kapeluszu, podszedł do mnie, zapytał o godzinę.

Wtedy otrzymałam jakby sygnał płynący od Marii — Uciekaj! Wybiegłam na ulice, narobiłam krzyku… Napad przeżyłam tylko dzięki przepowiedni.

 

Stara góralka z Zakopanego podczas seansu dowiedziala sie kto ukradl jej „dulary” i gdzie ukryl lup, elegancka pani w futrze, ze zostanie ministrowa.

— Uratowala moja córke — zwierza sie lekarz ortopeda — wyprowadzila ja z anoreksji…

— pacjenci przescigaja sie w niesamowitych opowiesciach.

Wzrok asymiluje sie zwolna do pólmroku. Na scianach poczekalni widac zdjecia Jana Pawla II, swietobliwe oleje i litografie,  a miedzy nimi poblyskuje kolekcja rodzinnych fotografii: starszych, wytwornych panów, pan w staroswieckich sukniach — galeria przodków Marii, znakomitych przodków.

Wiem juz, ze jest prawdziwa ksiezna, ze wlada biegle piecioma jezykami, ze zrobila doktorat,

ze od 50 lat zajmuje sie zawodowo wieszczbiarstwem…

Drzwi prowadzace do salonu wrózki uchylaja sie. Pacjenci wchodza i wychodza. Wychodza podniesieni na duchu, promienni, pelni wiary.

— A teraz Pana kolej. Prosze.

Przez chwile przygladam sie Marii uwazniej. Kiedys musiala byc piekna kobieta: brunetka o wielkich, czarnych oczach i wyrazistch rysach twarzy

— rasowa pieknoscia. Przypuszczenia potwierdzaja wiszace w salonie portrety: niepokojace, zmyslowe, robione w artystycznym transie.

Siadamy naprzeciw siebie. — Ale pan przeciez nie przyszedl po kabale. Prosze wyjac magnetofon

— mówi zdecydowanie.

— Panu wszystko opowiem. Jestem lekko oszolomiony.

Rodowód… metapsychiczny

 

Jak podaje legenda, rodzice wrózki byli bardzo wyksztalconymi ludzmi.

Matka uczyla w gimnazjum biologii ale jej zainteresowania mialy szerszy i glebszy wymiar. Zajmowala sie okultyzmem, chiromancja, grafologia, medialnoscia, studiowala kabale i wierzenia azjatyckie…

Ojciec byl postacia znana w kregach naukowych miasta. Mial dwa doktoraty — z filozofii i historii sztuki, pisal dzielo astralistyczne o Biblii i gwiazdach, wykladal w Wolnej Wszechnicy w Warszawie. Maria pamieta z dziecinstwa, jak obciazony róznymi tajemniczymi sakwojazami wrócil z Londynu, gdzie w Towarzystwie Metafizycznym przeprowadzal doswiadczenia z mediami. Doswiadczenia przyniosly ponoc rewelacyjne wyniki.

Od tej pory organizowal z zapalem seanse spirytystyczne, prowokowal pojawianie sie duchów, fotografowal ektoplazme.

Ba, „przeprowadzil udany eksperyment dematerializacji stolu debowego i jego ponownej materializacji w drugim pokoju”.

— Medium wtedy o maly wlos nie umarlo z wysilku…

 

Tak, to byl niezwykly dom: pelen artystów, lekarzy, filozofów. Dom, w którym przebiegala granica wielu kultur: swiata racjonalnego, swiata sztuki i zaswiatów.

Nic wiec dziwnego, ze Maria od dziecinstwa znala mitologie, ze jako podlotek wladala biegle chiromancja.

Studiowala dziela Dr. Haldane i madame de Tebre, bardzo powaznie interesowala sie psychologia i psychiatria…

Przyjaciel domu, rzezbiarz. Jacek Puget, nauczyl ja odczytywac predyspozycje czlowieka z konturu twarzy, Jan Rymar — przysiegly grafolog, poznawac zdrowotnosc i charakter z ksztaltu liter. — Wówczas w ksiazce znalazlam przepis na kabale. Poczatkowo wrózylam kolezankom, pózniej szukalam starych recept.
W koncu sama zaczelam nadawac kartom okreslone znaczenia. Opracowalam wlasna metode. Próbowalam tej na znajomych, przepowiadalam rzeczy nieoczekiwane, np. smierc przez uduszenie. I to sie zaczelo sprawdzac… Reszta to praktyka, lata praktyki. Znajomosc ludzi, zycia, swiata…

Podreczny warsztat wrózki

Na tacy spoczywa mocno juz zuzyta talia losu — piecdziesiat dwie karty. Zonaci przekladaja trzy razy prawa reka, samotni lewa.

Symboliczne kartoniki ukladaja siew trzy nieregularne pasma. Król pik, to oczywiscie ja. Obok lezy odwrócona karta domu i bliskie sercu karty podrózy.

Ale widze tez znak spraw urzedowych i pozbycia sie klopotów… Wrózka przyglada mi sie ironicznie.

— Tu trzeba odgadnac co dana karta dla danego goscia znaczy — w tym caly talent, cala sztuka…

Czym jest kabala? Zacznijmy od tego co przyziemne, proste, racjonalne. Podreczny warsztat wrózki to wiedza: psychologiczna, medyczna, oparta na swoistych technikach i praktykach. Astrologia pozwala jej obserwowac np. sklonnosci pacjenta,chiromancja okresla typ psychiki, dziedzicznosc, choroby. Równie uzyteczna bywa grafologia.
— Z pisma można odczytać zdolności,  poziom, wykształcenie, nawet zdrowotność pacjenta.

 

A jesli pokazac Marii fotografie (ale musi byc zrobiona en face, nie zbiorowa i o ile mozliwosci nie stara) odbiera wówczas specyficzny fluid.

— Gdy ktos jest nieboszczykiem, widze go jak przez mgle, podobnie, gdy komus grozi smierc. Ja to wyczuwam ze zdjecia…

Teraz dochodzimy do jadra tajemnicy, wkraczamy w dziedzine intuicji, daru niebios, niepokojacej zagadki bytu.
— Ja widzę poza widzeniem fizycznym — mówi wróżka — postrzegam głębszą duchowość, osobowość.

Czesto widze aure — blask bijacy od goscia, a zawsze odbieram emanacje. Wiec kabala jest tylko srodkiem pomocniczym,  liturgia majaca skupic mnie i jego.

 

W trakcie seansu klient sam przeklada talie. Jest ponoc jakis tajemniczy fluid, który sprawia, ze symboliczne kartoniki ukladaja sie w specjalny dla niego,

niepowtarzalny wzór. Maria zaczyna go odkrywac, wpada w trans — wtedy mnie juz nie ma. Moja osobowosc roztapia sie, zlewa z gosciem, przez chwile stanowimy jednosc. Ja musze sie po prostu w niego „wlaczyc”, w jego sposób odczuwania, myslenia

— poznac co go boli. przewidziec co zrobi, odgadnac, co sie z nim stanie. A potem moge dopiero cos doradzic…

 

Oczywiscie, nie wszystko mozna powiedziec od razu przy pierwszej wizycie, prawda musi wnikac w pacjentów stopniowo.

I tak spotkania u wrózki staja sie kolejnymi etapami — „uzdrawiajacej dusze” dziwacznej terapii.

Wypadki przy pracy

Seans. Magiczne slowo. Slowo — klucz. Klucz do wiedzy tajemnej, plynacej z zaswiatów. W jego trakcie zdarzaja sie niekiedy rzeczy, o których trzeba mówic sciszonym glosem. A zatem — sza. Posluchajmy o jasnowidzeniu i uzdrowieniach. Monolog Marii plynie wartko, potoczyscie…

 

— Przyszla tu kiedys mloda mezatka, siedziala tak jak pan w fotelu. Nagle w trakcie seansu zrobilo mi sie slabo. Zobaczylam ja w jakims pokoju: byla tam wersalka, kilim, krzyz i obraz z aniolem, sciany wokól sufitu pokrywala sadza. Moja klientka lezala na lózku i plakala. Jej dziecko juz nie zylo albo wlasnie umieralo. Tego jej oczywiscie nie moglam powiedziec, ostrzeglam tylko — Uwazaj na swoja córeczke. Pózniej okazalo sie, ze piorun kulisty wpadl do pokoju, osmalil sciany i zabil dziecko…

 

Inna sposród tysiecy historii jakie zdarzyly sie w tym salonie dotyczy uzdrowienia. To fakt, sprawdzony fakt „uleczenia wiara”:

— Pamietam, byl okropny dzien, straszna pogoda, lezalam z grypa na tapczanie… Slowa Marii wprowadzaja w posepny nastrój.

— Wlasnie przyjmowalam pacjentke, gdy sasiadka uchyla drzwi i mówi, ze w poczekalni rozrabia jakis pan, szlocha, blaga zeby go natychmiast przyjac. Po chwili wtargnal do pokoju strasznie zdenerowany, w okropnym stanie: zmeczony,

wymizerowany, blady. Ciagle plakal: padl na kolana — Pani pewnie mysli, ze jestem wariatem. Tak tez pomyslalam.

Ale pokazal mi swiadectwo lekarskie, byla tam bardzo powazna diagnoza po lacinie — mial zmiany mózgowe, ciagle bolala go glowa,

uciekl z agonalnego wydzialu w szpitalu. Tylko pani moze mnie uzdrowic, mówi.

— Niestety uzdrawianie nie mój resort, cudów nie robie, nie ma mowy.

Ale na jego prosbe wlozylam mu rece na glowe.

I wówczas poczulam fale nieslychanego wspólczucia — nadludzkiego. W tym momencie on zmienil sie na twarzy,

powiedzial, ze glowa przestala go bolec. To tylko reakcja nerwowa, tlumaczylam, a leczyc sie trzeba.

Ale kiedy przyszedl po dwóch tygodniach, objawy calkiem znikly, Mial wówczas 40 lat, chcial isc do domu starców.

— Jak panu nie wstyd, krzyknelam — do zycia! Pózniej ozenil sie, ma dziecko, wiedzie im sie dobrze. Stal sie cud, ale to Bóg dzialal przez moje rece.

 

Poczatek i kres legendy

 

– Czy to wszystko, co chcial pan wiedziec? Jest juz pózno, dawno minela pólnoc a w poczekalni wciaz oczekuja pacjenci w potrzebie.

Wiec tylko: za kogo sie uwaza — na zakonczenie. Bo za kogo jest uwazana — to jasne.

– Jestem zyczliwym kibicem cudzych spraw i cichym kierownikiem losu… Jej glos jest melodyjny, cieply, plynie lagodna, monotonna struga.”

JAKUB CIECKIEWICZ

 

 

 

 

 

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer