Monika S., Szkoła Tantry Serca, Formacja Psychodynamiki Relacji i Komunikacji Ciała, 2026

Dwa ostanie lata to dla mnie mega przełom, plus przyspieszenie pewnych rzeczy, które i tak by nastąpiły, ale pewnie w kolejnych życiach.

Przede wszystkim byłam zakleszczona w społecznych i rodzinnych wierzeniach a najbardziej chyba w tym by się nie wychylać w życiu i prowadzić przeciętne umiarkowane życie, aby nikomu nie przeszkadzać.

Teraz jest zupełnie inaczej, bo skontaktowałam się ze swoimi pragnieniami i swoją wewnętrzną naturą. Chcę więcej, żywo i szczerze korzystając z okoliczności życia i tego co daje! Przełom nastąpił dla mnie na spotkaniu w listopadzie, myślę że to też po prostu skok „rozwojowy” a może to ta radykalna odwaga z którą wyjechałam. Zdecydowanie mniej się boje, wyszłam z kontroli autorytetów i poszanowałam swoje uzdolnienia i to że mam dużo do zaoferowania. Czuje ogromną wartość własną i to że WYSZŁAM NA SCENĘ przestając się ukrywać za kurtyną. Zresztą jak na spotkaniu czwartym wyszłam na scenę nie wiedzieć po co i na co i co to wniesie. Teraz widzę jaki był to ruch energetyczny! I jak ważna ta scena:)

Bardzo chcę na niej być z boską mocą i mnożyć ją i zarażać innych. Co ciekawe porzuciłam ratowanie innych, zobaczyłam ile traciłam swojej energii i życia na „ratowanie” pozbawione sensu. Nie biorę udziału w aferach, kończę je. Co ciekawe, jestem dzięki temu bliżej ludzi, czuję mocniej i wiem więcej i widzę więcej. Od razu ostatnio wiem skąd idą moje emocje i na co odpowiadają. Najlepsze jest to, że potrafię przeżyć i puścić i iść dalej. Dostaję non stop znaki, które widzę i idę za nimi. Jest spontan:) ostatni czas to czas zakończeń, widzę, że bardzo potrzebuję się tego nauczyć by zakańczać sprawy, bo tam też zostawiona jest część mnie. Więc ostatnio zakańczam i ucinam. Wcale nie muszę być dla wszystkich i być lubiana przez wszystkich. Nawet nie chcę tego! Stałam się trochę prowokatorem i prowokuję sytuacje, w których kończę lub coś nowego zadziewa się nawet, aby ktoś mnie odrzucił!

Moje ciało to taki dar i odbiornik. W tej chwili lubię działać, pracuję dla siebie, uczę się medycyny chińskiej jeszcze głębiej, zakładam grupy do studiowania, i pracuję w szkole, gdzie mam przestrzeń do spełniania. Są ludzie i jestem blisko nich, potrzebuję ich. Poza tym zobaczyłam jaka jestem mocna, mam talent do organizowania i zarządzania wydarzeniami i ludźmi. To jest wow! Czasem zastanawiam się czy nie jestem za mocna a mój umysł zbyt Sharp. Bo czy bycie mocną odbiera mi delikatność? W ogóle mam wrażenie, że jakby moja moc była strzeżona przez mężczyzn dookoła mnie…

Myślę, że jedna rzecz się nie zmieniła, bo poszukuję uznania, potrzebuje na razie jak tlenu, najlepsze jest to, że dostaję go mnóstwo, czasem jakieś wspaniałe komplementy, a czasem po prostu zwykłe słowo, które uderza głęboko, nawet to, że piszę do Was maila pewnie jest takim zagraniem, ale przyznaję przed sobą to, że na ten moment tak mam;)

Po spotkaniu 4 miałam bardzo duże pragnienie przyjmowania, wysyłam cały czas intencję bym umiała przyjmować, bo jest taka obfitość wszędzie. Nie wiem czemu jeszcze nie przyjmuję finansów i tej obfitości w pełni. Mam nadzieję że i to przyjdzie, że przyjmę nie tylko wyzwania, ale i lekkość.

Co dalej w życiu, w związku jest różnie, raz bardziej żywo raz nie. Teraz mam takie pragnienie by było jeszcze żywiej i jestem gotowa przyjąć Męża w pełnej jego formie i takim jaki jest. Do tej pory przyjmowałam, ale tylko w pewnej ramie, w której go zamknęłam. Po 4 poczułam, że chcę w pełni otwartego, w swoim, w swojej energii, mocy i drodze mężczyzny a nie tylko moje wyobrażenie. Nie chcę go zamykać, chcę by się otworzył przede mną..! By mnie zobaczył a ja jego. Potrzebuję tego żywego kontaktu bez rywalizacji i zamykania w czymkolwiek. Jestem gotowa. Jestem gotowa na więcej i więcej prawdy.

Dzielić się chcę tym, że jesteśmy jednym, że przejawiamy każdy inaczej odrobinę, część jednego, bo szczerze w to wierzę (i wiarę rozwijam). Każdy napotkany człowiek mówi do mnie moim własnym językiem i przychodzi z jakąś częścią mnie samej. A co to oznacza? Że możemy wszyscy być w pokoju i radości, każdy może wyjść na scenę, brzmi banalnie ale cóż, jestem banalna 🤣