O szczęściu – Z Szafy Tantryka – odcinek 2
Dzisiaj kilka słów o szczęściu. Wiecie, definicja szczęścia, każdy ma swoją. Czasem trzyma nas w życiu jedno motto, a czasem z wiekiem zmieniamy jego znaczenia. Szczęście. W naszym życiu każdy je sobie interpretuje po swojemu. Czasem są to obszary stanu emocjonalnego: radość, błogość, ekscytacja, a czasem relacyjne. Czasem to są cele materialne, ale cały wachlarz.
Natknąłem się na ciekawą interpretację pochodzenia słowa szczęście, która naprawdę mnie zaskoczyła, a jest totalnie bliska tantrze. W sanskrycie, jednym z najstarszych pierwotnych języków, słowo bhaga oznacza część i udział, ale również szczęście. A w polskim języku szczęście pochodzi od „Z CZĘŚCI”. Świadomość, że jesteśmy „częścią” i „z części”, czyli też całością. Wow! Słyszycie? Jeżeli mamy poczucie połączenia z całością, to jesteśmy szczęśliwi. Eureka! A paradoks obecnych czasów to kultywowanie jednostki: ja, ja i moje potrzeby. Ja, mój stan, mój komfort…
– Balbinko, o czym ten człowiek tak mówi i mówi?
– O szczęściu, Rysiu.
– Hmm, nie wiedziałem, że tyle trzeba wiedzieć, żeby być szczęśliwym.
– Bo właśnie wcale tyle nie trzeba wiedzieć…
Nowoczesne poradniki, pseudonaukowe artykuły o stylu życia w portalach, w czasopismach… New Age albo nowa psychologia też mają sporo za uszami: „robię to, co czuję”, „idź swoją drogą”, „róbta, co chceta”, „jesteś ofiarą”. Znacie te hasła? Zawsze przebija się „ja”. „Ja” na pierwszym miejscu, a ścieżka „ja” to ścieżka odłączenia się od całości. Czy się nam podoba czy nie, jesteśmy połączeni na różnych planach energetycznych, idei, emocji i tak dalej. Wiecie, namacalnie to jest widoczne w pracy rozwojowej. Nie chodzi o jakieś magiczne zdolności terapeutów, bo to jest mianownik, którego doświadczają wszyscy ludzie, którzy idą ścieżką pracy z ciałem. Którzy otworzą się na ciekawość jak działa świat, jak ja działam w tym świecie i chcą coś realnie zmienić w życiu. Którzy chociaż kilka dni poświęcą dla swojej transformacji. Wiesz, możesz, mężczyzno, odciąć się od swoich emocji. To jest stosunkowo proste dla niektórych, ale uwierz mi, te emocje będzie odczuwać Twoja kobieta, która jest naprawdę sensytywną istotą, ale również twoje dzieci.
I to nie skończy się na odczuwaniu, ktoś twoje emocje w końcu wyrazi. To wszystko nazywa się współodczuwanie. To przykład właśnie bycia „z częścią”, współodczuwanie. Bo tantra to tkanie. Tkanie pajęczyny rzeczywistości połączonej ze wszystkimi istotami. To odpowiedzialność za świat, który kreuje każdy krok, każdą myśl, emocję i słowo. Również za to, co mi się przydarza. Nawet za to, na co pozornie nie mam wpływu. To jest pajęczyna energii, wszystkich wymiarów. A wszystko wychodzi z punktu i do tego punktu zmierza. I tantra to też właśnie uświadomienie sobie źródła szczęścia, tego stanu połączenia, iż nie jesteśmy osobnym bytem. A jak już jesteśmy przy tej kreacji, kreacji tych rzeczy, które nam się przydarzają, zobaczcie jakie są pułapki w kreacji pozytywów poprzez „ja”. „Ja” konsument, pozytywne myślenie, to przyciąganie, mapa marzeń. Bo moje życie to dom, mąż, żona, dziecko, psiecko, dwa samochody, wakacje na Bali, praca taka, owaka. Naprawdę my nie wiemy, jaki udział w losie nam przypada, co życie nam przygotowało.
A patrzcie, zastanawia mnie ta plaga samotności, jak utkaliśmy sobie obecne czasy.
W końcu stoimy jako cywilizacja zachodnia przed depopulacją. A dotyczy to ludzi 27 – 37 lat. Wielka część nie założyła rodzin. Nie oceniam, czy to dobrze, czy nie, to jest ciekawe. Bo większość niby chce relacji, ale powierzchownych. A ta prawdziwa, głęboka relacja wymaga refleksji, zaangażowania, zmiany siebie. A niestety duża część tych ludzi wybiera samotność albo płytkie związki. Dlaczego mamy taką sytuację? Tak najprościej, mamy naprawdę na….one w głowach. Wynika to z wychowania według postawy, aby moje dzieci miały lepiej niż ja. Z czego to wynika? To już na zahaczeniu na takiej ofierze.
– Rysiu, a czemu przed tym ekranem ludzie są tacy poważni i tacy skupieni?
– Hmm nie wiem.
– Może ich rozbawimy?
– Proszę pani, proszę pani! Tak, do pani mówię! Proszę się uśmiechnąć!
– Pan też, hop hop, lepiej z uśmiechem! Dobrze, już nie przeszkadzamy.
Ale młody dorosły zostaje w poczuciu, że mu się należy. Tak, mi się należy. A to jest poczucie braku. A skąd to jest? To wynika z iluzji. A wszystko przez to oczekiwanie i zadawanie sobie ciągle pytań „ile można od świata dostać”, a nie „ile dać”? Bo my naprawdę wszystko mamy i zawsze mieliśmy, co najwyżej mamy za dużo idei. Przypominam sobie siebie w wieku 27 lat. Miałem taką fantazję o sobie: „związki nie były dla mnie problemem”. Mógłbym się tak bujać przez życie bez odpowiedzialnego zaangażowania. No bo po co? Jest dobrze. A zrobiłem jeden z warsztatów, „Wędrówka bohatera”, gdzie dotknąłem swojego cienia. Przede wszystkim naprawdę puściłem zakute swoje pomysły. Zacząłem działać swoim dopiero co uwolnionym, spontanicznym ciałem. Wszystkie wątpliwości znikły. Pojawiła się kobieta. Już 18 lat jesteśmy razem, a związek cały czas rozkwita. Ale staramy się być związkiem, który się dzieli. Dzieli się przeżyciami, doświadczeniem, głupotami, też prostymi rzeczami. Bo ważne, żeby w tym połączeniu pary nie zamknęły się w kokonie. Bo to, że jesteśmy szczęśliwi, to jest „z częścią”, tą drugą połówką, nie oznacza, że świat przestał istnieć.
Nie można się zagubić w tej iluzji. Jesteśmy nadal częścią całego świata, większej układanki. I wiecie, ta wielka zmiana w moim życiu to nie przez zdobytą wiedzę czy jakieś nowe idee, ale to przez powrót do spontanicznego ciała i do tej nowej umiejętności rozpoznawania, kiedy mówi mój największy oszust, jakim językiem. Mój największy oszust, czyli moja głowa, i aby się nie dawać jego sztuczkom. Bo co chce powiedzieć nam nasza dusza? No co? A ona się komunikuje właśnie poprzez ciało, nigdy poprzez głowę. To głowa ma ideę rozdzielenia. Czasem zastałe, zablokowane emocje bywają trudne, ale jest znacznie wyższy koszt tak je utrzymywać, cały czas blokować w ciele. My mamy po prostu jakiś interes. A ciało zna drogę do połączenia z tą „częścią”, czyli do szczęścia. Warto też sobie uświadomić, że naprawdę jesteśmy głupcami. Ja jestem głupi. Naprawdę. Im dłużej żyję, tym mniej wiem. Coraz więcej rzeczy mnie zaskakuje. Jeszcze jedna strona, wow, tego samego człowieka poznaję jeszcze inaczej. Zawsze biała kartka, dziecięce zaskoczenie. Może jest tak, a może tak.
Czy dzieci są rozdzielone? Nie. W pierwszej fazie, one i mama są jednym, całym światem. I to jest szczęście. Jak potem dorastają, jak poznają świat, wszystko je zachwyca, potrafią się cieszyć z każdego drobiazgu.
Na dzisiaj tyle. Będę jeszcze kontynuował temat szczęścia i dlaczego te połączenia są takie ważne? Wiecie, bo te połączenia mają tyle fantastycznych aspektów, tam warto zanurkować. I zapraszam do komentowania, zadawania pytań. Może coś powinienem jeszcze rozjaśnić? A jakie jest Wasze doświadczenie szczęścia? To życzę szczęścia!