Zuzanna, warsztat Tantry Serca w Indiach

Piękny czas i piękne warsztaty. Prawdziwie i tak pięknie trudne.


Zabawne. Długi czas odkładałam pisanie, bo mi się wydawało, że to jeszcze nie ten moment. I teraz, kiedy czuję, że tak, chcę napisać, podzielić się i wysłać do Świata, czuję, że nadal nie mam pomysłu i wydaje mi się, że to jeszcze nie ten moment.

A jednak piszę. I to właśnie pokazywały Indie. I takie były warsztaty. Nigdy właściwy moment, ale też i nigdy łatwo, nigdy na pół gwizdka i zawsze wydawało mi się, że mogę lepiej, bardziej, dalej i radośniej. I akceptacja tego wszystkiego. Ciągłe pływanie na powierzchni ze świadomością ile dzieje się pod nią. Ile mocnych przeżyć, czy na plaży czy w wodzie, ile procesów w nas i między nami. Ciągłe zmaganie się z samą sobą. Z własnymi odczuciami, z rzeczywistością, z perfekcjonizmem.

Każdego dnia a nawet w każdej sekundzie od nowa spojrzenie na siebie i mozolne wspinanie się po drabinie radości, rozwoju i samoakceptacji. Ale też swoich granic. Odszukiwałam w głębi siebie ten kawałek siebie, który napędza, który jest prawdziwy, który jest radosny, silny i kobiecy. Ciężka to była praca. Otwierałam się na ludzi, na komunikowanie, na szczere bycie. Ato była jeszcze cięższa praca. I dlatego też warsztaty trwały dla mnie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Każda przerwa, każdy obiad czy kolacja, spacer czy rozmowa była okazją do brania i dawania, do płynnej wymiany.

Ten czas, to czas dla siebie wśród ludzi. Czyli dla mnie wśród ludzi. Bezcenny, by tracić na użalanie się nad sobą lub rozpamiętywanie porażek. Bezcenny, mocny i prawdziwy, tak by cieszyć się sobą, naturą i innymi. Czas odkrywania czego chcę, czego pragnę. Czas akceptacji „nie wiem” lub „boję się”. I wreszcie świadomości, że to co mnie łączy z innymi, to ja sama. Autonomiczna jednostka wśród wielu, wielu innych. I to do mnie należy opieka nad tą moją, jedną własną i prywatną jednostką. Nikt inny za mnie tego nie zrobi. Myśl trudna do przełknięcia, bo przecież ile to odpowiedzialności i wysiłku. Ale i radosna. Bo nic tak nie uwalnia, jak świadomość, że mogę coś zrobić. Nie robić – też mogę. Robić dobrze lub źle, również. I chyba cała zabawa polega na tym, że żyję ze świadomością, że mogę.

I za pokazanie mi tego wszystkiego, Dziękuję.

Zuzanna, warsztat Tantra Serca w Indiach 2016