„Tantra Radosnych Chwil”

Artykuł opublikowany w czasopiśmie „ODNOWA” Pazdziernik, 2008
Tytuł wywiadu: „Tantra Radosnych Chwil” – autor:  ANNA NELL

Czy umiemy kochać?    Czy można nauczyć się kochać?
–  Takie pytania zadawałam sobie jadąc na spotkanie niezwykłej pary. Mariusz i Gaya Wiśniewscy prowadzą warsztaty „Tantra Radosnych Chwil” oraz psychoterapię indywidualną, a także łączą rozwój osobisty z podnoszeniem wibracji energetycznych w ciele.
Spotkałam ich na warsztatach tantry zaawansowanej, w których wzięło udział 30 uczestników i 4 asystentów.

afiche_copia

 

Anna Nel: Zastanawiałam się co w Waszej pracy można określić jako misję. Uczycie ludzi miłości, w Polsce i innych krajach Europy. Czy zauważacie jakieś zmiany w podejściu do relacji międzyludzkich? Czy nadchodzi nowa era nieznanego nam do tej pory poziomu miłości?

Maiusz Wiśniewski: Na pewno ludzie, którzy przyjeżdżają na nasze warsztaty pragną zmiany. Powody są różne, ale głównym motorem jest fakt, że ludzie mają naprawdę dosyć tego co dzieje się w ich życiu, co ogólnie dzieje się wokół nich. Nawet jeśli nie mają świadomości, że jest to potrzeba miłości, bo jej nie rozumieją. Słowo miłość jest tak wytarte, że ludzie nie wiedzą już o co chodzi. Myślę, że podążają za pragnieniem czegoś, co do tej pory było dla nich nieosiągalne.

Gaya Wiśniwska: Bardzo często przyjeżdżają po to, aby spotkać partnera, właśnie na poziomie miłości. Osoby, które przyjeżdżają samotnie są w trakcie poszukiwania, są gotowe na nowy związek.

M.W. Normalnie ludzie szukają partnera przez czasopisma, internet, chodzą do klubów, pubów. Na warsztatach sięgamy głęboko do naszej wewnętrznej prawdy. Tutaj widzimy siebie i innych oddartych z masek. Co prawda nie jest to łatwe, bo trzeba nad sobą popracować,  trochę popłakać, pocierpieć, ale w wyniku tej pracy powstaje nowa relacja ze sobą samym, a między ludźmi tworzy się bliskość. Spotykają się tutaj na intymnym poziomie porozumienia. Właśnie tego szukają uczestnicy naszych warsztatów.

A.N. Co  musi nastąpić, żeby zaszła zmiana w podejściu do miłości?

M.W. Człowiek musi najpierw zgodzić się na to, że zasługuje na miłość, że ma prawo do miłości.

A.N. Czy to się dzieje w trakcie warsztatów?

M.W.  Za zajęciach czyścimy wszystkie obciążenia, które ktoś wnosi ze sobą z dzieciństwa. Kiedy wypłacze, wy oddycha emocje, szkodliwe przekonania, wtedy uświadamia sobie, że nosi w sobie rzeczy, które do niego nie należą, widzi jak wiele blokad posiada, które przeszkadzają w otwarciu się na coś pięknego.  Wtedy dopiero może nastąpić zmiana. Ma dwa wyjścia: albo powraca na stare tory – kontynuuje to, co do tej pory stosował, albo decyduje się na zmianę.

G.W. Wtedy idzie w kierunku źródła miłości. Jest to inna sytuacja niż myślenie o miłości. Możemy o niej mówić, możemy ją afirmować, ale człowiek tak naprawdę nie ma jej w sobie. To się dzieje poprzez wewnętrzny proces, gdy nagle rodzi się miłość. To się czuje na poziomie fizycznym, ponieważ powstaje energia tak wielka, że po prostu rozpiera ciało fizyczne od środka. Miłość taka nie polega na koncepcji, ale na odczuwaniu. Jeśli wtedy ktoś uderzy w nas energetycznie od zewnątrz, agresywnie, to także czujemy jak nasze serce zamyka się. Taka miłość jest regulatorem, takim sprawdzianem naszej kondycji  i kondycji osób, z którymi jesteśmy. To nie jest stan stałego otwarcia na miłość, ale stan takiego ?wachlowania energii??- otwieramy się i zamykamy.  To też jest miłość. Kiedy energia potrafi się zamknąć, to również należy do przepływu miłości. Jest to kompletnie coś innego niż nas do tej pory uczono. Mówiono nam, że należy kochać, musisz kochać, jak nie kochasz to jesteś w jakiś sposób potępiony, bo nie rozwinąłeś w sobie miłości. Tutaj na tych warsztatach ludzie odnajdują w sobie źródło miłości, które zaczyna samo płonąć i te otwarcie jest samoistne. Odczuwanie jest grą energii, jeśli jesteśmy gotowi to otwieramy się na miłość.

M.W. Do tej pory było tak, że pokolenia, religia pokazały nam symbol miłości – cierpienia, miłości Chrystusowej. Jest to symbol niedościgniony dla przeciętnego człowieka. Natomiast dzisiaj budzi się u ludzi świadomość, że miłość nie jest poza nami, że nie musimy cierpieć, umartwiać się, by zasłużyć na miłość Chrystusową, tylko zwyczajnie zasługujemy na nią ponieważ jesteśmy, chodzimy po tej planecie Ziemia
i mamy do niej prawo.

G.W. Często w naszych związkach miłość rozumiana jest jako przemoc. Na przykład
u kobiety w rodzinie ojciec bił matkę, albo matka krzyczała na ojca.  Utrwaliło się w jej pamięci, że przemoc jest objawem zainteresowania drugą osobą. Ten schemat związku powtarza w swoim życiu, powtarza aż do momentu kiedy następuje proces spostrzeżenia, że ma w sobie taki kod przemocy. W tym momencie coś może się zmienić, wtedy potrafimy otworzyć się na miłość. Samo otwarcie nie jest łatwe, bo nie polega na tym, że czekam, aż mnie ktoś pokocha, ale na tym, że wpierw ja rozwijam i pielęgnuje miłość do samego siebie (nie należy mylić jej z egoizmem). Dopiero wtedy miłość wraca do mnie o takim samym poziomie wibracji. Nie możemy na siłę zmusić kogoś do kochania. Jeśli zmuszamy kogoś, to jest to manipulacja miłością. Do tej pory często manipulowaliśmy hasłem ?miłość?. W miłości jak otwieramy się, to oczyszczamy się z naszych zranień. Kiedy otwieramy się, przenosimy energię z poziomu manipulacji, mocy, uwiązania w patologicznych relacjach z partnerami, na poziom serca i wtedy dopiero przychodzi miłość. Kiedy moje serce zaczyna być otwarte, nagle z zewnątrz przychodzi miłość. To nie znaczy, że ktoś mówi: Jak ja cię kocham, patrz podchodzę do ciebie?  Ale wcale ta osoba nie promienieje miłością i na poziomie energetycznym czujemy to. To są bardzo silne energie manipulacji. Pomimo, że dużo mówią o miłości, robią także  kursy np. wybaczania, to nie emitują miłości, która płynie, tak, że możesz podejść do partnera i niczego się nie obawiasz, czujesz się przy nim po prostu bezpiecznie.

M.W. Ta osoba czuje się z tobą bezpiecznie również. Kiedy natomiast owładnięta jest uczuciem i ściska cię tak mocno, że nie pozwala odejść, nie masz szans wyjść z tego uwiązania – to nie jest miłość.

A.N. Co się dzieje kiedy jednak otwieramy się, a potem wracamy do innego świata, gdzie jest przemoc i manipulacja?

G.W. Jeśli masz zrównoważone wszystkie czakry, będziesz sobie dobrze radził w tym świecie. Jeśli faktycznie tylko czakra serca będzie otwarta, wtedy będzie trudniej. Czakry muszą być zrównoważone. Wtedy taka osoba jest uziemiona, ma kontakt ze swoją mocą, z rzeczywistością, takiej osobie nikt nie wyszarpie jej energii. Jeśli ktoś stara się to zrobić, to można szybko wyrównać potencjał.  Jeśli jest otwarte tylko serce, momentalnie pojawi się ktoś, kto na przykład podejdzie i wyśle wiązankę
w naszym kierunku. Jest to sposób, aby zabrać nam część zasobu. Jeśli tak na ciebie reagują inni, to znaczy, że nie jesteś ukorzeniony i ten człowiek, który zaczepia pokazuje w ten sposób: ukorzeń się, bądź we wszystkich swoich ośrodkach energetycznych. Miłość jest także w cierpieniu i w bólu, jest otwarciem się na rany
i na radość. Mówimy, że bicie serca trzeba usłyszeć w każdej czakrze. W pierwszej czakrze też  jest miłość, w drugiej, trzeciej, czwartej, piątej, szóstej, siódmej. To nie znaczy, że któregoś dnia nie schowasz się do kąta i nie będziesz miał wątpliwości. To też jest miłość, jesteś na właściwej drodze. Po to człowiek ma wątpliwości, aby mógł pójść dalej. Tak wygląda ścieżka miłości.

M.W. Ostatnio jest moda szukania przyczyn problemów w przeszłości: w rodzinach,
w reinkarnacjach. Mamy wielu specjalistów zajmujących się czyszczeniem
w przeszłości. W ten sposób tak naprawdę nie żyjemy tu i teraz, zajmujemy się innym światem. Ludzie opowiadają, że w poprzednim życiu to byłem kimś np. faraonem (ciekawe, że nikt nie mówi, że był wieśniakiem, który pasł świnie), albo mój pradziadek zrobił coś, a ja się wtedy pytam: co czujesz siedząc tutaj naprzeciwko mnie, teraz?
Na ogół taka osoba wpada w konsternację i odpowiada: Nic nie czuję?. Nie negujemy tego typu poszukiwań, sami też  to praktykujemy, pod warunkiem, że nie przeszkadza nam to  być obecnym w ciele i duchu tu i teraz. Każdy ma pragnienie miłości, tak zostaliśmy stworzeni. Dlatego ciągle poszukujemy.

G.W. Często ludzie szukają powiązań w innych światach po to, by nie skontaktować się z miłością tu i teraz w ich życiu. Boją się. Gdzieś ich miłość została zraniona.
W związku z czym wolą być w innych światach i ich energia też będzie gdzie indziej. Taka osoba często jest poza własnym centrum. Ma taką głowę, która przyczepiona  jest do różnych bytów, wielu historii, jakichś jasnowidzów, osób zajmujących się życiami karmicznymi, jakby była pozbawiona duszy. W naszej pracy staramy się, by pomoc tym osobom wrócić do ciała, aby mogły dysponować swoją energią w całości. Jeśli zajmują się innymi światami, karmią coś co nie istnieje, zabierając sobie energię.

A.N. Większość, która trafia na wasze warsztaty jest z reguły zainteresowana tematami New Age. Jeżdżą na szkolenia i ciągle coś przerabiają.

M.W. Ludzie, którzy przyjeżdżają, mają ochotę coś zmienić w swoim życiu. Poszukują rozwiązań, metod.

A.N. Czy zdarzają się ludzie mocno stąpający po ziemi, biznesmeni?

G.W. Tak, oni najszybciej reagują na zmianę. Dla mnie to jest fenomen, że biznesmen zajmujący się produkcją szczotek do butów potrafi przyjechać tutaj i w ciągu jednego warsztatu promieniuje taką energią miłości, że ja oczy przecieram. Twardo stąpający po ziemi mają bardzo szybki, bezpośredni dostęp do miłości.

M.W. Wspominam jednego biznesmena, który chciał uciekać. Jest na czwartych warsztatach, a na pierwszych myślał, że znalazł się wśród małp.

A.N. Czy tantra, praktykowanie miłości również odmładza?

G.W. Chyba tak. My akurat nie dążymy w kierunku odmładzania, ale raczej w kierunku akceptacji siebie, swojego ciała, akceptacji zmarszczek, pociętego brzucha, starości.  Kiedy następuje akceptacja ciała zaczyna się coś w takiej osobie zmieniać. Znalezienie piękna w ciele, zobaczenie piękna w drugiej istocie wiąże się lepszym samopoczuciem. W momencie kiedy następuje akceptacja, ta osoba zaczyna promieniować.
Widać to na jej twarzy, staje się młodsza o kilkanaście lat.

A.N. Macie sporo lat praktyki. Czy osoby, które przeszły cykl waszych warsztatów
i zmian, kontaktują się z wami? Co się z tymi osobami potem dzieje?

G.W. To zależy na jakim etapie dana osoba się zatrzymuje, na ile jest w stanie pójść dalej. Możemy dojść do poziomu miłości, kiedy osoba czuje się komfortowo sama ze sobą podczas podejmowania decyzji, kiedy potrafi rozmawiać z drugą osobą na poziomie serca, a nie czakry mocy. Porozumiewanie się z poziomu walki zatrzymuje się. Ludzie zmieniają zawody, zmieniają związki jeśli to jest konieczne. Pary, które przyjeżdżają razem, pracują nad swoim związkiem z reguły do końca. Nie mniej jednak, jeśli prawda jest zakręcona, jeśli człowiek nie jest szczery sam ze sobą, to przychodzi taki moment, że albo zatrzyma się na tej drodze poszukiwania, albo będzie musiał żyć w nowych okolicznościach – prawdy wobec siebie. Rzadko się zdarza, że związek, który trafia na nasze warsztaty rozpada się.  Jeśli partnerzy trafiają tu po to żeby coś poprawić, to jest wielka szansa, że się uda. Przeważnie rezygnacje następują na pierwszych warsztatach, które są tylko wstępem. Taka selekcja jest konieczna, ponieważ osoba mogłaby również hamować grupę. Jeśli dokonują się zmiany, to widać je w różnym zakresie. Możemy podać przykład dziewczyny, która nie miała pieniędzy, a dzisiaj funduje wyjazdy innym. Mamy dużo przykładów, historii ludzkich. Nawet jeśli byli tylko na trzech zajęciach, to dzieją się w życiu tych ludzi rzeczy niesamowite. Jest to wyczuwalne, że teraz te osoby są prawdziwe. Charakteryzują się zupełnie inną komunikacją, bardziej energetyczną. Liczne przykłady są dla nas potwierdzeniem, że to co robimy jest dobre. Ale są też osoby, które się zatrzymały. To są te osoby, które siedzą w światach karmy, negatywnych energii, zabezpieczania się, lęków przed diabłami, demonami . Nagle czegoś się boją, nie potrafią znaleźć pomostu pomiędzy światem jednym a drugim. Żyją w strachu. Wszystko jest złem.

A.N. W społeczeństwie jest dużo lęku nawet przed wejściem na taki warsztat, bo wydaje się, że albo miłość, albo pieniądze. Nie można mieć wszystkiego.

G.W. Mówi się także, że miłość to także pieniądze i seks. Oczywiście nie chodzi o to, żeby napisać na kartkach: będę zarabiał 1 mln złotych rocznie, a mam 2 zł w kieszeni. To nie ten rodzaj obfitości. Obfitość kosmiczna polega na tym, że masz tyle pieniędzy, ile potrzebujesz dla twojego kierunku. Nie taka, że zdobywanie pieniędzy pochłania nam energię i wypełnia całe życie. Jeśli nie powinniśmy gdzieś jechać to pieniądze nie napłyną, bo inaczej zmieniłyby nasz kierunek ruchu, i wtedy nie jedziemy. One są energią, która pomaga podejmować nam decyzje.

M.W. Każdy z nas ma jakiś cel na tej planecie. W momencie kiedy otwieramy się na przepływ wszechświata, wtedy wszechświat nas prowadzi. Daje nam pieniądze, daje miłość, daje odpowiednich partnerów.

G.W. Naszym zadaniem i naszą aktywnością jest otworzenie się na ten przepływ, na miłość, należy otworzyć nasze ciała energetyczne i odnaleźć cel naszych narodzin. Bardzo dużo osób mówi, tutaj na stażu też, że oni do ziemi nie należą, co oni tu robią, mówią: Boże zabierz mnie stąd. Tęsknią za czymś co nie istnieje, znów zaczepiają się myślami o iluzję. Tymczasem życie tutaj na ziemi jest fantastycznym wydarzeniem. Trzeba tutaj bardzo wejść w siebie, w swoją własną transformację. Jesteśmy w fazie nowej ery – współistnienia energii żeńskiej i męskiej. Niektórzy mówią, że nadchodzi czas komuny. Opierając się na doświadczeniu pracy z ludźmi, uważamy, że  nie jest to  jeszcze ten etap. Dopiero teraz uczymy się połączenia tych dwóch energii. Jeżeli nie potrafimy żyć w związkach, to nie będziemy potrafili żyć w komunie, bo wszystko to, z czego teraz oczyszczamy siebie, uniemożliwi funkcjonowanie komuny. Ludzie nie są gotowi, ciągle mamy zagęszczenie niskich wibracji, niskich energii. Dopiero teraz uczymy się seksualności, zaczyna się ona rozwijać, transformować. Pojawiła się tantra. Uczymy się jej w związkach w nowym wymiarze. Na razie jesteśmy na poziomie kamienia łupanego, na poziomie pierwszej czakry, zaczynamy, a już niektórzy chcą tworzyć światy anielskie, komuny z tymi naszymi ciężkimi wibracjami. Najpierw trzeba popracować nad sobą i swoimi relacjami.

A.N. Jak mogą wyglądać związki w niedalekiej przyszłości gdyby ten proces zmian postępował?

M.W. Związek to spotkanie dwojga zranionych ludzi. Taka jest prawda na dzień dzisiejszy. Wszyscy mamy swoje rany. Sztuka polega na tym, żeby ze świadomością podchodzić do relacji. Nie uprawiać walki, tylko w momencie kiedy pojawia się rana zdać sobie sprawę  z tego, że ten drugi nie rani mnie, tylko dotyka jakiejś rany we mnie. To jest kwestia świadomości co się dzieje kiedy pojawia się napięcie, kiedy pojawia się atak. To także wiedza jak można przepracować problem, aby się rozpuścił.
G.W. Bardzo często nawet w naszym związku są sytuacje, że gdzieś zbierzemy napięcie z zewnątrz, coś się wydarza, jest zmęczenie, któreś z nas wchodzi wtedy na poziomi walki i agresji. Nie mamy zamiaru, ale niechcący możemy uderzyć. Możemy powiedzieć coś przykrego, możemy podnieść ton głosu. Potrzebujemy cudzej energii i wtedy uderzamy. Kiedy nie mamy świadomości tego co się dzieje, możemy spędzić czas na dialogu ciągle będąc na poziomie mentalu. Podczas gdy jest wymiana między partnerami, a nie ruch jednostronny, następuje pierwszy moment uderzenia, wchodzimy w zranienie i dochodzimy jeszcze głębiej. Każdy kontaktuje się ze swoją historią. Dopiero wtedy na poziomie serca następuje świadomy dialog. Wiem, że to moja historia, a to jego historia, to nie jest nasza historia.
M.W. Nasze dzieci obserwują nas i jest nadzieja, że ich związki będą lepsze. Obserwują nas w różnych momentach – kiedy jest zapalenie konfliktu, kiedy jest zranienie, wejście w zranienie, potem jest nawiązanie dialogu, a potem jest miłość. Widzą wszystkie etapy. W tym momencie mają informację, że konflikt nie jest czymś negatywnym, że można go rozwiązać. Potem uczą się z koleżankami, kolegami
i rozwiązują własne konflikty.

A.N. Dobrze, że Wasze dzieci mają świadomych rodziców, a co z tymi dziećmi, które stanowią przecież dobry potencjał przyszłego pokolenia, a nie mają dobrego przykładu we własnych domach. Czy nie uważacie, że byłoby słuszne wprowadzenie do szkół jakiejś formy zajęć, warsztatów.
M.W. Na pewno tak. Rozmowa na temat seksualności jest potrzebna, ale nie w formie, w której jest obecnie. Na ogół osoby, które nauczają wychowania seksualnego  zupełnie o tej seksualności nie mają pojęcia, albo są tak zablokowane, że bredzą. Księża o seksualności w ogóle nie powinni mówić. Prowadzę wykłady we Włoszech, pracuję z seksualnością wśród psychologów i psychoterapeutów. Niezbędne jest przejście przez cały proces, żeby móc potem poprowadzić osobę, która przychodzi po poradę. To jest smutne i tragiczne, że większość psychologów jest poblokowanych, jeśli chodzi o seksualność. Niezwykle ważna jest rozmowa w naturalny sposób. Jeszcze wiele można naprawić. Dzisiaj młodzież uczy się seksu z filmów pornograficznych, które są dostępne w internecie. Chłopiec patrzy jak to się robi i potem tak rozumie seks. Traktuje dziewczynę, którą spotyka jak przedmiot do gry.

A.N. Może czas zrobić film edukacyjny, warsztatowy?

M.W. Ludzie mówią nam o tym, żeby zrobić film, napisać książkę, ale jesteśmy sami. Mamy poza warsztatami rodzinę, dzieci. Co prawda mamy teraz już grupę pomocników, więc możemy powierzyć im część zadań. Może ktoś z nich?

G.W. To co robimy to praca z sercem, więc naprawdę trudno przekazać te subtelności. Jak pokazać wewnętrzną głęboką transformację każdej osoby, która jest na zajęciach? Można przeczytać książki o tantrze, to już daje pewną wiedzę , ale jeszcze nie świadomość. Nie mniej jednak to jest tylko te pierwsze 5% kiedy zajmujemy się seksualnością na pierwszym poziomie. Potem, żeby wejść głębiej często powstaje opór, zamieszanie. To wcale nie jest takie proste wejście na wyższe poziomy wibracji energii.

M.W. Ludzie chcieliby, ale potwornie się boją.

G.W. Kiedy nazbieraliśmy dużo zranień, komunikacji na poziomie walki, uderzeń, pewne ćwiczenia nie działają. Zostaje tylko powierzchowny poziom. Usiądziemy i pooddychamy sobie. To jeszcze nie jest tantra.

M.W. Intymność jest wielkim problemem. Patrzenie sobie w oczy jest bardzo trudne, a wydawałoby się to takie proste. Prowadzę wykłady dla pielęgniarek i pielęgniarzy – ludzi, którzy pracują w szpitalach z umierającymi. Ćwiczenie prawie nie do przejścia.

G.W. Asystenci, którzy przyjechali pomagać nam prowadzić ten warsztat, są zachwyceni obserwacją procesu transformacji drugiego człowieka, tworzenia się miłości. Oczywiście można robić tantrę jako same ćwiczenia energetyczne, ale to prowadzi do dużego zamieszania. Takie kierunki prowadzenia ćwiczeń również można znaleźć w ofercie warsztatowej. W efekcie tych ćwiczeń człowiek buzuje energetycznie, ale nie wie o co chodzi, nie ma kierunku. Nie łączy energii z miłością. Nadal nie rozumie miłości. Rozpadają się związki. Kiedy poznałam Mariusza zadawał sobie pytanie dlaczego ludzie robią tantrę osobno i pracę nad sobą osobno. Przecież to jest najważniejsze połączenie. Energie mają być wyłącznie pojazdem, na bazie którego rozwijamy się. Wtedy ma to sens. Samo naenergetyzowanie może prowadzić także do destrukcji.

M.W. I odwrotnie ? sama terapia jest dobra do wyrażenia agresji, wyłonienia na wierzch tego co się dzieje, ale bez połączenia z energią, ludzie kręcą się w kółko.
Idą w kierunku koncepcji, zaczepiają się na terapii, a nie budują siebie.
Mieliśmy na warsztatach terapeutów, dla których taka połączona praca była szokiem.

A.N. Może właśnie rodzi się nowa forma pomocy ludziom: terapia połączona z energią?

M.W. Właśnie tak robię od wielu lat. Efekty są piękne.

A.N. Według prognoz, w najbliższej przyszłości choroby psychiczne będą stanowiły większość wszystkich zachorowań cywilizacyjnych. Rozejrzyjmy się wokół, z ludźmi dzieje się coś niedobrego. Wasza nauka wydaje się być świetnym rozwiązaniem. Tylko czy tempo rozprzestrzeniania się niskich energii nie będzie szybsze niż osiągnięcia w zakresie szerzenia wyższych wibracji na poziomie serca? Czy zaburzenia na pewnym etapie rozwoju nie wyprzedzą i nie zdominują procesu wzrastania?

G.W. Aniu, nie wierzę w to, bo po prostu jesteśmy w szoku jak bardzo się rozwija tantra. Kiedy zaczynaliśmy warsztaty w Polsce, kiedy nikt o nas nie wiedział, przyjeżdżali ludzie tak pokiereszowani, często terapeuci ? ludzie kompletnie bez świadomości ciała, siebie. Zastanawiałam się dlaczego oni są terapeutami.
Mieli bardzo wysoki poziom lęku. W tej chwili przyjeżdżają do nas grupy w dobrym stanie z szybkim czasem reagowania. Zaszły ogromne zmiany.

M.W. Myśmy poddali się przez 2 lata. Nie przyjeżdżaliśmy do Polski. Mimo wszystko łatwiej pracowało się z Francuzami, Włochami, Szwajcarami, Belgami, Holendrami, Hiszpanami?.  .W Polsce było szaleństwo: anioły, duchy, reinkarnacje, demony, orgie. Cała wewnętrzna pornografia pracowała w umysłach osób stykających się z tematem tantry ? tak naprawdę odzywały się ich wewnętrzne potrzeby. Coś do czego nikt nie chce się przyznać. Nie dotknąwszy tej drugiej strony, znając tylko tą pierwszą, bliższą filmom pornograficznym, tworzyły się w ich głowach koszmarne koncepcje na temat tantry. To blokuje pójście dalej.

G.W. Nadal są osoby, które wyjeżdżają zostając na takim poziomie myślenia. One nie spróbowały poznać tantry z innej strony. Nie poczuły tak naprawdę tantry serca. Mamy zaufanie do świata. Na warsztacie przechodzimy cały proces. Jest etap kiedy energie się zagęszczają. Trzy pierwsze dni to orka na ugorze. Bolą nas ciała. Nawet zapominamy, że gdzieś jest światełko na końcu. Przychodzi moment zwątpienia.
A potem wszystko się  rozpuszcza. Wyłania się piękna wysoka wibracja miłości. Musi się pojawić, bo wśród ludzi jest gotowość do transformacji skoro przyjeżdżają na warsztaty.

A.N. Pozostaje tylko nam i wam życzyć, aby jak najwięcej ludzi mogło skorzystać
z podobnych warsztatów.

G.W. Dobrze, że są już kolejni, którzy będą uczyć. To napawa nadzieją, że uda się nam wszystkim dokonać wielkiego kroku ewolucyjnego.

A.N. Dziękuję serdecznie za rozmowę.
M.W. Dziękujemy.

Enregistrer

Enregistrer