Polska wersja Français English Pусская версия
 

Wysokie Obcasy

WYŻSZA SZKOŁA JAZDY

DLA WSCHODU NASZ ZACHODNI SEKS TO TYLKO WZAJEMNA MASTURBACJA. POZOSTAJEMY ZAMKNIĘCI, UŻYWAJĄC DRUGIEJ OSOBY DO OSIĄGANIA PRZYJEMNOŚCI SEKSUALNEJ.

Z dr ALICJĄ DŁUGOŁĘCKĄ rozmawia PAULINA REITER

 

Skoro zażyczyła sobie pani dowiedzieć się czegoś o seksie tantrycznym, przyniosłam pani słynną, wznowioną ostatnio książkę „Sztuka świadomego kochania". To pierwsza książka, którą czytałam, zaznajamiając się z tajnikami miłości tantrycznej, tytuł dla mnie tak podstawowy, że wzrusza mnie, że nie zna pani tej pozycji.

 

Proszę mnie oprowadzić po tym wschodnim seksie. Co to w ogóle jest ta tantra?

- Tantryzm jest systemem filozoficznym, ezoterycznym, którego korzenie sięgają 4 tyś. lat. Jego najstarsze źródła wywodzą się z religii indyjskich i hinduizmu, które później zostały wzbogacone o tantrę tybetańską, czyli buddyjską. Słowo „tantra" najczęściej tłumaczy się jako ciągłość świadomości, taki stan bez egoistycznego istnienia. Dla tych, którzy wybierają tę drogę, kluczowy jest mistycyzm, praca nad zdolnością koncentracji, analiza granicznych stanów, np. snu i ekstazy seksualnej, bo poszerzają one pole świadomości, a tym samym kontakt ze światem.

Proponuję porzucić ten wątek bo jest zbyt szeroki. Natomiast na drugim, tym związanym z erotyką, możemy się zatrzymać. Sięgając do najstarszych źródeł, „tantra" to warsztat tkacki. W tym warsztacie mamy wątek i osnowę, czyli boga Sziwę i boginię Śakti uosobienia pierwiastków męskiego i żeńskiego. Oni snują sobie wątek tego świata. Maksyma wyznawców tantryzmu brzmi: „Sziwa bez Sakti jest trupem", bo w tantrze mężczyzna bez kobiety nie istnieje. Kobieta jest źródłem jego życiodajnej mocy, energii, którą go może obdarzyć. Rozbudzanie energii bogini w kobiecie jest istotą relacji seksualnej, bo dopiero wtedy mężczyzna staje się pełny i prawdziwy. Jak pani widzi, źródła tej filozofii są ściśle sprzężone z erotyką.

 

Niektórzy mówią o tantrze, że to system służący mężczyznom do uprawiania seksu z dużą ilością młodych kobiet.

- To typowe dla ludzi Zachodu, którzy traktują inne sposoby myślenia o seksie cynicznie i powierzchownie. Ostrzegam, że szukając informacji w internecie, rzeczywiście możemy trafić na sekciarskie zaproszenia i opisy jakichś orgii, gdzie dobór partnerów jest dowolny. To dorabianie teorii do seksu grupowego w orientalnej scenografii. „Mistyczne orgie" pojawiały się, ale były osadzone w zupełnie innej historycznej i kulturowej rzeczywistości i dotyczyły adeptów jogi. Istotą tantry w sferze seksualnej jest wzajemne dopełnianie się kobiety i mężczyzny, co umożliwia im dostęp do wyższej, prawdziwszej świadomości. Nie ma na to miejsca w przygodnych relacjach. To, co jest charakterystyczne dla tantry i jej buddyjskiego rozwinięcia, czyli taoizmu, to takie podejście do seksualności, które jest zaprzeczeniem spontaniczności.

 

Czyli czym? Planowaniem?

- Raczej rytuałem - czymś, co nam się kojarzy z rutyną. Przekornie powiem, że taki zrytualizowany seks to wyższa szkoła jazdy. W naszej cywilizacji ważna jest spontaniczność i liczba stosunków. Wschodnie podejście polega na tym, że zdając sobie sprawę, jak kapryśny jest płomień pożądania, skupiamy się na samopoznaniu i jakości. W takim wydaniu seks nie jest ani zabawą, ani niekontrolowanym porywem zmysłów, lecz przeżyciem duchowym. W zachodnim ujęciu tantra i taoizm często zostają oddarte z duchowego rdzenia i traktuje się je ciekawostkowo, np. tylko gdzie i jakim palcem nacisnąć, żeby się powstrzymać od wytrysku.

 

Omówmy sytuację pary, która jest ze sobą od jakiegoś czasu, ich seks traci spontaniczność. Rozumiem, że tantra jest dla nich ciekawą propozycją.

- Wdrażanie w tantrę przypomina terapię seksualną par, z tą różnicą, że z terapeutą nie rozmawia się o aspektach duchowych. A duchowość jest dla wielu ludzi podstawą pogłębionej relacji seksualnej z osobą bliską i ważną. Autorzy książki Masters i Johnson - małżeństwo, które od 20 lat prowadzi zajęcia dla par - zaczynają od technik medytacyjnych i koncentracji umysłu. Jak to przełożyć na codzienne życie? Rozmawiałyśmy już o tym przy okazji fantazji erotycznych [marcowe „WO Extra"], że kobieta do satysfakcjonującego seksu potrzebuje przestrzeni - dosłownie i mentalnie. Brakuje nam koncentracji na spotkaniu z drugą osobą, otwarcia i poczucia bezpieczeństwa. Długotrwałe związki często to zatracają. Niespełnione marzenia, zmęczenie i lęki sprawiają, że zamykamy się na siebie samych i na drugą osobę.

 

Czyli pierwszą zasadą jest to, że mamy się oderwać od codzienności, prania, zakupów, kredytów. Być tu i teraz z partnerem.

- Tak. Ale w „świadomym kochaniu" chodzi o coś więcej - żeby autentycznie skupić się na seksie, a nie na dylematach związanych z relacją z partnerem lub ciałem. Na to też jest miejsce w związku, ale nie w tym momencie. W seksie chodzi o seks i na tej tajemnicy, którą niesie ze sobą bliskość z osobą drugiej płci, należy się koncentrować. Tantra zaleca medytacje, które oddziałują na intuicję, empatię i zmieniają wytyczone myślowe szlaki: jak on to odbierze, czy on mnie kocha i dlaczego ciało się nie słucha. O medytacji powiem krótko, że wiąże się z technikami oddechowymi i koncentrowaniem się na określonych obszarach energetycznych.

 

Jakich obszarach?

- Trudno nam będzie uciec od pojęcia czakramów, siedlisk energii, które ulokowane są w całym ciele. Otwierając wszystkie te ośrodki, otwieramy się na pełne przeżywanie. W bezbóstwowym taoizmie, buddyjskiej ścieżce czerpiącej z tantry, w każdym z nas jest pierwiastek yin i yang, czyli energia żeńska i męska. Kobieta jest w stanie wyzwolić potężną siłę żeńską yin, a mężczyzna - potężną siłę yang. Bez spotkania tych sił i wzajemnej wymiany nie jesteśmy w stanie osiągnąć harmonii. Ludzie praktykujący tantrę uważają - i coś w tym jest, niestety - że seks w cywilizacji zachodniej przypomina wzajemne masturbowanie się. Czyli, że pozostajemy zamknięci i używamy drugiej osoby do osiągania przyjemności seksualnej. Chociaż w głębi tęsknimy za zjednoczeniem i głęboką bliskością.

 

Ale czary-mary. l jak to można zrobić? Utrzymując kontakt wzrokowy przez cały czas, jak przeczytałam w internecie?

- Będziemy też mówić o kontakcie wzrokowym, niech pani poczeka. Na razie jesteśmy na etapie podstawowym. Przykład praktyczny to tzw. medytacja zasilająca. Ale wcześniej warto wspomnieć, że ważne jest otoczenie - miejsce, które jest nietykalne, które służy nam tylko do seksu. W sypialni nie pracujemy.

 

O, to jest filozofia dla ludzi z dużymi mieszkaniami.

- Dlaczego pani kpi? Sypialnia ma być piękna. Ma się kojarzyć z miłością, a nie z wzajemnymi pretensjami. Intymna i oddzielona. Potrzebujemy rytualizacji - wielu ludzi, kiedy chce się zastanowić nad sobą i podjąć ważne decyzje życiowe, idzie na samotną wędrówkę w góry albo nad morze. Albo zamykamy się w domu, wyłączamy telefony, słuchamy muzyki. Sypialnia to powinno być miejsce, w którym nie rozmawiamy, do jakiego przedszkola posłać dziecko, jaki kupić telewizor. Ma kojarzyć się z relaksem, snem, intymnym spotkaniem. l jak już mamy tę sypialnię, to możemy zacząć medytację zasilającą.

 

Co to znaczy?

- To takie leżenie na łyżeczkę. Jeśli ludzie się od siebie oddalili, ale nie odczuwają wzajemnej niechęci i świadomie podejmują decyzję, że chcą być ze sobą i chcą ten związek rozwijać, to umawiają się, że poświęcą sobie czas, żeby się do siebie przytulić i tak ze sobą poleżeć. Według tantry mężczyzna i kobieta harmonizują tak swoje energie. To ma psychologiczne przełożenie, przecież chodzi o to, żeby poczuć swoje istnienie wzajemnie, bicie serca, zharmonizować oddech i skoncentrować się na bliskości fizycznej. Osoba, która jest z tyłu, jest tą, która pieką i daje energię. Należy te role zmieniać w zależności od tego, kto w danym dniu bardziej potrzebuje „do kochania".

 

A kiedy dojdziemy do seksu? Bo jakby cały czas nic się nie dzieje.

- W zachodnim sensie nic. Ale ja będę uparta i zanim zaczniemy rozmawiać o stymulowaniu wędzidełka na członku lub tego w ustach, nad zębami, to zatrzymamy się na poczuciu wzajemnej uwagi i bliskości. Drugi punkt programu to praca nad komunikacją, niedopuszczanie do dysharmonii.

 

Tantryczne pary się nie kłócą?

- Kłócą, kłócą, tylko że na bieżąco. W udanym związku można spierać się każdego dnia o różne rzeczy, ale ludzie przytulają się przy śniadaniu, dają sobie buzi, wieczorami głaszczą się po głowach - bliskość fizyczna wiele mówi o bliskości psychicznej. Tantra mówi o tym oczywiście w kategoriach energetycznych - jeśli oddalamy się od siebie za bardzo, zaczynamy się odpychać. Dlatego trzeba być uważnym i rozwiązywać konflikty na bieżąco. Jeśli będziemy chodzić z nierozwiązanymi problemami, to jak się będziemy chcieli przytulić na łyżeczkę, to nas odrzuci na drugą ścianę. Powtórzę - podstawą udanej relacji seksualnej jest zachowanie bliskości fizycznej. Gdy jesteśmy w jawnym lub utajonym konflikcie, to jednym z pierwszych symptomów jest to, że nie chcemy się dotykać. W sypialni nie ma miejsca na kłótnię i rywalizację, tu wracamy do obietnicy którą sobie daliśmy, czyli że podstawą naszego związku jest budowanie więzi. To miejsce, w którym pokazujemy sobie, że istotniejsze od tego, czy pojedziemy na urlop w czerwcu, czy we wrześniu, jest to, żeby nie stracić ze sobą tej więzi.

 

Co zrobić, kiedy czujemy, że się oddalamy?

- Pierwszy stopień to przełamanie własnego oporu i wyjście naprzeciw partnerowi. Drugi - odzyskanie łączności fizycznej, np. poprzez wspomnianą medytację zasilającą. Trzeci to porozumiewanie się mową nie oskarżającą. To jest też w terapii par - ludzie uczeni są, żeby się nie oskarżać, tylko mówić o problemie i dodatkowo zapewnić partnera, że jeśli mamy inny pogląd, to nie oznacza, że go odrzucamy. Bez tego, o czym teraz rozmawiamy, podawanie instrukcji stymulacji członka na pięć sposobów jest pozbawione sensu.


Ta rozmowa chyba musi być w odcinkach, bo zanim taka para trafi do łóżka, miną wieki.

- Spokojnie. Uprzedzałam, że to podejście do seksu nie boi się czasu. Jesteśmy już blisko. Przechodzimy do miłosnych podarunków. To może być słowo, jakiś drobiazg, wysłanie z pracy linku do ulubionej piosenki. Miłosne prezenty też budują harmonię. Jeśli relacja nie jest jasna, to wkradną się nerwowość i pośpiech.

 

Pośpiech jest wpisany w nasz styl życia.

- Czy pani wie, że według źródeł tantrycznych od ponad 5 tyś. lat jesteśmy w wieku „ka-li jugi", wieku ciemności, w którym rządzi męska energia i nie troszczymy się o jakąkolwiek równowagę, a jedynie o czerpanie energii z kobiety na użytek męskiej siły i długowieczności? Dla zwolenników tantry ważniejsze są te strasznie dawne czasy, sprzed wieku ciemności, kiedy panował wiek prawości i prawdy „satja juga" i rola seksualności, energii kobiecej, była doceniana. Czyli, pani Paulino, według tantry rozbudzenie kobiety  jest wartością.  Wyzwolona energia kobieca jest najsilniejszą energią, jaka istnieje, jej moc jest porażająca.

 

Można się jej wystraszyć.

- Nie trzeba, bo „rozbudzony kobiecy ogień przynosi dobrodziejstwo obojgu kochankom" - nie niszczy męskiego potencjału, wręcz przeciwnie. Kiedy kobieta podnosi swój potencjał płciowy, wzmacnia swoją duchowość. Wymiana polega na tym, że kobiecy pierwiastek duchowy zalewa mężczyznę, a pierwiastek męski związany z energią fizyczną, cielesną, zmysłową zalewa kobietę.

 

Ale jak to się robi?

- Jak to się robi?! Jak to się robi?! Irytuje mnie to pani wypytywanie o techniki, bo naprawdę nie to jest kluczowe. Ale dobrze, przechodzimy do kwestii związanych z anatomią. Skoro już mamy czas i miejsce na spotkanie, to musimy jakoś ze sobą rozmawiać. Porównajmy wschodnie określenia męskiego członka - jadeitowa różdżka, berło światła, jaspisowa łodyga - z naszym fiutem czy siusiakiem, czy nawet antycznym penisem lub członkiem uczestniczącym. Porównajmy drogocenne wrota, jaspisową bramę, kwiat piwonii, złoty lotos z naszą cipą, dziurą czy wstydliwym sromem i militarną pochwą. Adepci tantry używają też słów, których w pościelowych rozmowach używali Sziwa i Śakti - lingam i joni. A zgadnie pani, co to jest święte miejsce?

 

To coś w ciele?

- Tak. I zanim dojdziemy do tego, gdzie ucisnąć, jakim palcem, to musimy mieć świadomość, że je mamy. Święte miejsce to miejsce opisywane jako punkt G. A klejnot w koronie?

 

Łechtaczka.

- Właśnie. Obszar określany jako punkt G jest znany i opisany od paru tysięcy lat. W tantrze jest uznawany za siedlisko emocji związanych z seksualnością. Dlatego zakłada się, że można odczuwać silny lęk przed pobudzaniem go. Jeśli w kobiecie jest lęk przed takim granicznym doświadczaniem, to będzie się kontrolować. W książce są dokładne opisy, jak odnaleźć to miejsce, jak je stymulować, jak je dotykać. To, co w zachodniej kulturze jest ciekawostką - kobiecy wytrysk - tutaj to sam początek, jeszcze przecież nie doszłyśmy do stosunku seksualnego. Kolejność jest zupełnie inna. Podstawą jest cielesne poznanie - najpierw samodzielnie, potem z partnerem. Pobudzenie świętego miejsca jest kluczowe dla stosunku seksualnego. Bo w kategoriach energetycznych, jeśli kobieta jest nierozbudzona, to mężczyzna w takim kontakcie pozbywa się energii i tyle - jest oklapcialy i nic nie dostaje. Nie ma wymiany. Seks nie ma sensu. Znajdzie pani opisy, w jakiej pozycji to robić, jak mężczyzna ma odnaleźć to miejsce, które palce ma tam trzymać. Chodzi o to, żeby kobieta usiadła przed mężczyzną, żeby się siebie nie wstydzili, nie zastanawiali się, czy korzystnie wyglądają. Mężczyzna ma swobodny dostęp do waginy. Palce jednej dłoni spokojnie pozostają w joni, druga dłoń wywiera lekki ucisk na łechtaczkę lub spoczywa między piersiami, w okolicy serca. Albo uciska kość łonową w przyjemny sposób, ugniatając kluczowe miejsce z góry. W takiej relacji seksualnej nie ma miejsca na poczucie wstydu. Ale to wynika z szacunku do cielesności, np. klasyczne techniki oralne są nazywane składaniem hołdu lingamowi i joni. W tantrze miłość oralna stoi nawet wyżej niż stosunek seksualny, bo jest oddaniem hołdu płci przeciwnej. I oczywiście mamy tu zupełnie bezpruderyjne opisy technik stymulacji narządów płciowych. Uwaga, joni lubi być traktowana w sposób delikatny, z kolei lingam lubi być traktowany mocniej, niż powszechnie kobiety uważają. Ponadto w seksie tantrycznym autoerotyzm jest wpisany w relację partnerską. Masturbacja przy partnerze jest całkowicie naturalna. Mamy też metody pogłębiania, przedłużania, podnoszenia przeżywania orgazmu. Przechodzimy do rzeczy bardzo ezoterycznych. Podam tylko jeden przykład - spijanie nektaru z trzech wierzchołków. Partnerzy całują się tak, by stykać się wędzidełkami w górnej wardze, do tego stykają się piersiami i wzgórkami łonowymi.

 

Tego nie da się nauczyć w weekend.

- Tak samo jak z medytacją. Tu chodzi o celebrowanie. I nic się nie stanie, jeśli jakiegoś dnia nie wyzwalamy swojej energii. Postęp jest kwestią kompletnie względną. Ważne, że mężczyzna ma pamiętać, żeby nie dać się ponieść, bo wtedy staje się zbyt yang, zbyt mocny i dochodzi do zbyt szybkiego rozładowania energii i po wszystkim. To jest nauka utrzymywania określonego poziomu pożądania. Na tym też polegają te techniki, widzimy to na starych erotycznych obrazach japońskich, że ludzie są zespoleni, a kobieta czesze włosy. Albo czyta książkę. U nas nie do pomyślenia. Kolejna kwestia to nektar bogini.

 

Czyli kobiecy wytrysk.

- Nektar powstaje, gdy uaktywnia się święte miejsce, niekoniecznie w wyniku stymulacji, bo kobieta o silnej energii orgazmicznej może wydzielać amrytę bez orgazmu. Amryta jest związana ze stanem fizycznego poddania się światu - może pojawić się w stanach radości, zaangażowania, fantazjowania. Jest kumulacją tej kobiecej energii. Amryty nie da się wywołać jedynie jakąś sprawnością techniczną, jakimś specjalnym rodzajem stymulacji, potrzebny jest stan ducha, umysłu.

 

Rzeczywiście tantra bardzo koncentruje się na kobiecie. A co z seksualnością męską?

- W seksualność męską w kulturze Zachodu wpisane jest dążenie do orgazmu i my jako kobiety też mamy to wdrukowane, że mężczyzna osiąga przyjemność, jeżeli ma wytrysk. W filozofii Wschodu istotą nie jest ejakulacja. Istotą jest wymiana energii, którą mężczyzna traci podczas orgazmu. Jeśli coś ma sens, to wymiana. A nie żeby kobieta nie uruchamiała tej swojej energii, czyli seks był dla niej źródłem frustracji psychofizycznej, a dla mężczyzny utratą sił witalnych. A bardzo często tak jest.

 

To, co najczęściej wyskakuje w internecie, jak się wstuka „tantra", to umiejętność kontrolowania wytrysku i przedłużania stosunku.

- Powszechnie żartuje się, że mężczyzna ma dwa ośrodki decyzyjne - siebie i swojego penisa. Dojrzałość seksualna mężczyzny polega na tym, że rządzi swoim członkiem. Istotą tych technik jest zapanowanie nad swoją seksualnością - żeby świadomie wywoływać pożądanie, hamować, trochę popuszczać, znowu hamować, potęgować napięcie. To techniki wymyślone parę tysięcy lat temu. Opierają się na opanowaniu mięśnia łonowo-guzicznego, dotyczy to i kobiet, i mężczyzn. Mięśnie te sprzyjają powstrzymywaniu wytrysku czy wywoływaniu pulsacji, co sprzyja zwiększeniu zakresu doznań seksualnych. To sposób na dochodzenie do orgazmu wyższego rzędu. Polega to na tym, żeby mężczyzna potrafił być też yin - dlatego zalecane są techniki takie jak ta, żeby penis był umieszczony w pochwie, również kiedy nie jest w stanie erekcji. Mężczyzna nie musi być cały czas aktywny, a nawet nie powinien, bo może wtedy koncentrować się na relacji z kobietą zamiast na rozładowaniu. W takich chwilach mężczyzna jest w stanie przyjąć energię z wyższych poziomów- np. z poziomu serca - który jest u rozbudzonej kobiety otwarty. Z kolei kobieta powinna być gotowa na przyjęcie energii z niższych poziomów, tych, które wiążą się ze świadomym przeżywaniem rozkoszy cielesnej. To, przyzna pani, daje do myślenia.

 

To prawda. l to wszystko robimy, patrząc sobie w oczy?

- Tak, bo spojrzenie to podstawowe narzędzie budowania intymności. W naszej kulturze orgazm kojarzy się z rym, że odpływamy w swój świat. Tu przeciwnie - kiedy przeżywamy orgazm, patrzymy sobie w oczy. Kompletnie inna bajka.

 

Czy różnica między naszym seksem a tym wschodnim jest taka jak między fast foodem i słów foodem?

- Niezbyt mi się podoba to porównanie, ale niech będzie. Dodałabym, żeby to było wspólne gotowanie. Razem kroimy warzywa, oblizujemy palce, smakujemy, doprawiamy. Ważne są ćwiczenia oddechowe, wiążą się z tym, czy umiemy powstrzymać orgazm, a potem mu się poddawać. Są też ćwiczenia przenoszenia koncentracji na wyższe poziomy. To praktyki wewnętrzne.

 

A zewnętrzne?

- Ściśnięcie określonych miejsc w obszarze moszny i w obszarze wędzidełka w kluczowym momencie. Jak panią to interesuje, to mam taką ciekawostkę, że istnieje związek między wędzidełkiem na penisie a tym nad górną wargą.

 

Nie!

- Tak samo u kobiety, między łechtaczką a wędzidełkiem w ustach. Całując się, możemy sobie wizualizować te drugie wędzidełka i to działa podniecająco. Patrzy pani sceptycznie? Większość wspomnianych do tej pory technik znalazła poparcie w seksuologii tworzonej na początku XX wieku, a przecież pisano o nich tysiące lat temu. Pewnie dlatego, że przeszły weryfikację na ogromnych próbach ilościowych - miliony ludzi żyjące setki lat temu praktykowały je z zapałem. I jeśli wracamy współcześnie do sprawy tak oczywistej jak kobiecy wytrysk, na dowód pokażę pani teraz starą japońską rycinę z kobietami, które zbierają miłosny nektar do specjalnych miseczek, to może i w tej teorii z wędzidełkami coś jest na rzeczy. Może neurolodzy kiedyś odkryją jakąś zależność? A teraz przechodzimy do stosunku, na co pani długo czekała, zwanego tu „tańcem miłości".

 

Krok pierwszy.

- Pocałunki. Nie tylko w usta, ale na całym ciele. Mamy różne pocałunki wargami, językiem, ukąszenia miłosne, wydmuchiwanie wdechów. O szczegółach może pani poczytać w wielu książkach.

 

Krok drugi.

- Dotyk, który jest określany jako pocałunek dłoni. Świadomy dotyk. Także przykładanie dłoni bez wykonywania ruchów. Nie ma gorszych i lepszych miejsc w ciele. Stopniujemy dotyk od delikatnego głaskania poprzez drapanie, wszystko jest dokładnie opisane w Kamasutrze.

 

Trzeci krok.

- Słynny trzeci krok, czyli 1001 ruchów - stosunek seksualny. To oczywiście symbol i nie chodzi o to, żeby liczyć. Chodzi o niepoliczalność, o nieskończoność. Partnerzy cały czas są ze sobą w kontakcie, są świadomi. Mamy czas, by wykonywać ruchy od yin do yang. Książka opisuje różne rodzaje pocierania, tempo, kąt. By pobudzać w trakcie stosunku święte miejsce kobiety i klejnot w koronie. Zasadniczo wyróżnia się pięć pozycji: horyzontalną, w której kobieta jest pod spodem, horyzontalną, w której mężczyzna jest pod spodem, pozycję boczną, w kto rej partnerzy zwróceni są do siebie przodem, pozycję, w której mężczyzna znajduje się z tyłu kobiety, oraz pozycję tantryczną. Kobieta siedzi na udach mężczyzny. Może podłożyć poduszki pod pośladki. To pozycja twarzą w twarz, partnerzy patrzą sobie w oczy.

 

Pełna otwartość.

- Tak. Też odgłosy miłosne są bardzo ważne, ale nie takie udawane, tylko takie „ze środka". Warsztaty służące wyzwalaniu kobiecej seksualności opierają się na uwolnieniu napięć z dna miednicy i na wyzwalaniu głosu. Te dźwięki to ważny element stosunku - można dzięki nim kierować tym, co robi partner i partnerka, a w kategoriach energetycznych jest wyzwalające. Na koniec mamy kulminację tańca, czyli orgazm. „Jest to chwila, w której mężczyzna może obdarzyć swoją ukochaną mocą i pewnością siebie, jaka przystoi bogini". W przełożeniu na język relacji - udany seks to taki, po którym kobieta czuje się piękna i silna. Niby takie proste i oczywiste, prawda? Zachęcam, za tantrą, by do siebie mówić językiem miłości w momentach ekstazy, bo wtedy słyszymy sercem. Partner powinien kobiecie mówić, że ją kocha, że jest dla niego ważna, że jest piękna. W takich momentach nie myślimy logicznie, nie analizujemy, tylko to, co słyszymy, głęboko w nas zapada i czyni nas kobietami silnymi i akceptującymi swoją seksualność.

 

A po tańcu?

- Bardzo ważny moment. W tantrycznym ujęciu to mężczyzna wtedy bardziej potrzebuje bliskości niż kobieta. To on pozbył się swojej energii i staje się receptywny, przyjmujący. To czas, którego nie warto marnować, bo mężczyzna jest otwarty na energię yin i ma otwarte serce. Para powinna nadal się przytulać, oddychać razem, jednoczyć się na poziomie duchowym. W ten sposób tworzy się intymną więź.



wysokie obcasy.pl  MAJ 2011 ' Wysokie Obcasy Extra

 
reklama