Przyjechałam z duszą na ramieniu i z sercem w gardle, później zmagałam się z tym czego nie chciałam dotykać bo się bałam, a wyjeżdżając nie chciałam się rozstać z tym miejscem, ludźmi, tym stanem ducha i klimatem.Wiem że pokonałam część swojego cienia który zasłaniał mi moje słońce. Nie było to łatwe, ale wiem że było warto, bo teraz, mimo że jestem w domu, otaczają mnie notatki, i szara rzeczywistość to jednak we mnie jest takie małe słoneczko które powoduje że siedzę przy laptopie, uśmiecham się sama do siebie i patrząc w przyszłość nie mogę się jej doczekać, bo wiem że to będzie moja przyszłość.
A w tym wszystkim towarzyszy mi spokój, siła i chęć do stworzenia własnej rzeczywistości, takiej w której jestem szczęśliwa. I choć wiem, że pewnie część rzeczy się we mnie zmieni, i wróci na stare tory, to jednak będzie we mnie cząstka tej niesamowitej magii którą poznałam i już nigdy nie chcę się z nią rozstać, bo jest to już cząstka mnie samej. A zamykając oczy i przypominając sobie sylwestra, tych ludzi, ich energię, ten stan, biorę głęboki oddech i śmieję się sama do siebie, a jest to śmiech radości. Zaczęłam swoją podróż, będzie długa, czasem mocno pod górkę, ale cieszy mnie każdy kilometr.








